Legijne buble transferowe, czyli ostatnia szansa Legii

W dniu dzisiejszym rozegrane zostanie rewanżowe spotkanie Pucharu Polski między Legią a Lechią. Dla warszawiaków to ostatnia szansa na osiągnięcie czegokolwiek w tym burzliwym sezonie. Niestety, ta i poprzednia runda to wyłącznie pasmo porażek i rozczarowań. Nic się nie udaje. Transfery do dupy, liga do dupy, z kibicami problemy. Co jeszcze musi się wydarzyć, żeby Mariusz Walter wreszcie przejrzał na oczy i wywalił z Łazienkowskiej tę całą żenującą ferajnę, a zwłaszcza „specjalistę” od transferów, Marka Jóźwiaka.
Kto obecnie rządzi w stołecznym klubie? Już spieszę z odpowiedzią: trio o nazwie Miklas – Jóźwiak – Skorża.
Miklas, zwany też „człowiekiem znikąd” przed sezonem zapowiadał, że naszym oczom ukażę się wielka, nieustraszona Legia, grająca pięknie, szybko i ofensywnie, na miarę stadionu za pół miliarda, w czym mają pomóc trasnfery wybitne, żeby nie powiedzieć olśniewające.
Jóźwiak, czyli były zasłużony piłkarz stołecznego klubu, czego oczywiście nie można mu odmówić. Ale to by było na tyle. Znowu w polskim klubie pokutuje dziwne przyzwyczajenie, że na stołku trzyma się ludzi za zasługi, nie za rzeczywiste umiejętności.
Ostatni z wymienionej trójki, czyli trener Skorża, uważany jest za szkoleniowca nowoczesnego, z otwartą głową, nadążającego za najnowszymi futbolowymi trendami. Tyle w teorii. A w praktyce? Niewiele. Fachowiec z taką opinią powinien wybijać się ponad przeciętną krajową. Tyle że jak dotąd osiągnięcia ma jedynie na podwórku lokalnym. Na europejskim może pochwalić się porażka z przeciętną Levadią Tallin. Podobnie jak prezes Miklas zapowiadał: „Mistrzostwo, Legia zawsze o nie walczy”. Później, mimo porażek, wciąż wmawiał, że jego podopieczni w walce o tytuł mają szansę, „dopóki matematyka pozwala”. Teraz, po meczu z Lechem, jedyny tytuł, o jakim mówi, to Puchar Polski, no i jeszcze wspomina coś o podium. Po chwili zadumy napomyka jednak o wicemistrzostwie. Pozazdrościć optymizmu w trudnych czasach kryzysu.
Jedynym osiągnięciem legijnego tria to fura pieniędzy wyrzuconych w błoto. Zróbmy mały przegląd transferów do Legii, poczynając od lata poprzedniego roku:
- Marijan Antolović – sprowadzony za 1,8 mln zł, rozegrał dotąd osiem meczów ligowych, wciąż nie może przebić się do pierwszego składu. Zapowiadano, że będzie podstawowym golkiperem drużyny, a klub zarobi na nim „miliony”,
- Bruno Mezenga – jego wypożyczenie kosztowało 600 tys. zł. Jak już gra, to jedynie ogony. W podstawowej „11” tylko trzy razy (liga), trafił trzy bramki, co jak na napastnika, który miał być łowcą goli, jest mizernym wynikiem,
- Alejandro Ariel Cabral – wypożyczony za 150 tys. dol. (według „PS”) z opcją transferu definitywnego. Kwota odstępnego nie jest znana. Według gazet ma wynosić 2 mln dol., ale Jóźwiak powiedział, że będzie mniej, niestety, konkretnej sumy nie chce podać. Mimo zapewnień Skorży, że zrobił największe postępy, gra poniżej krytyki albo w ogóle,
- Srdja Kneżević – kosztował aż 1 mln euro, czyli ponad 4 mln zł. Non stop kontuzjowany, słuch o nim zaginął,
- Manu – wydawał się tani (800 tys. zł). Trener zapowiadał, że do zespołu dołączył wirtuoz piłki nożnej. Wyszło jak zwykle. Gra jak trampkarz.
- Ivica Vrdoljak – najdroższy transfer w historii – 1,2 mln euro, jakieś 5 mln zł. Jedyny nowy zawodnik, który się sprawdził, został kapitanem zespołu, co też świadczy o jego wartości,
- Janusz Gol – mógł przyjść za darmo, ale Legia wolała zapłacić za niego około pół miliona złotych. W ostatnim spotkaniu nie zagrał ani minuty, a w poprzednich tylko końcówki,
- Michał Hubnik – przyszedł na zasadzie wypożyczenia za nie więcej niż 50 tys. euro. Wydaje się bardzo dobrym ruchem, świetnie zaczął, ale cytując klasyka: „mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy,
- Dejan Kelhar – kwoty transferu nie podano. Jak na razie niczego ciekawego nie pokazuje, tylko dwa ligowe występy,
- Felix Ogbuke – wypożyczony za 70 tys. euro. Na boisko wchodzil tylko z ławki. Słabo jak na piłkarza, którym szkoleniowiec się tak zachwycał.
Zatem bilans transferów jest taki, że jedyny udanym zakupem jest Chorwat Vrdoljak i Czech Hubnik, chociaż z tym drugim jeszcze do końca nie wiadomo. Mimo pierwszych dobrych występów, nie powala na kolana. Z czystym sumieniem można powiedzieć, że pieniądze poszły na zmarnowanie.
Maciej Skorża i tak zachowuje niewzruszony optymizm. Wciąż mówi, że legioniści grają naprawdę dobrze, ale problem leży w głowach lub po prostu powodem niepowodzeń jest deficyt szczęścia. Przed „Wojskowymi” mecz ostatniej szansy. Jeżeli Legia przejdzie do finału, a potem zdobędzie Puchar Polski, dzięki czemu będzie miała prawo występu w Lidze Europejskiej, trener ocali stanowisko. W czasie letnich przygotowań znowu będzie mógł bajać, że jego zespół będzie połączeniem tego, co najlepsze w Liverpoolu (z czasów Beniteza), Arsenalu i Barcelony. Miklas i Jóźwiak znowu będą mogli trwonić kasę na kosmiczne zakupy w hipermarkecie pełnym marnej jakości piłkarzyn z zagranicznego importu, dając przy okazji zarobić sprytnym menedżerom. Kibole znowu będą prowadzić wojnę z zarządem i obijać twarze swoich idoli. Podsumowując, Skorża znowu będzie mógł sobie krzyknąć do Jóźwiaka: Wyp…aj!
Jakub Derkowski
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










