mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

Jakub Derkowski

« Wróc do listy wątków

Data dodania: 2010-10-13 18:42:50

Don Kichot w Krakowie


Od 21. sierpnia 2010 roku nowym szkoleniowcem Wisły jest Holender Robert Maaskant. Kiedy pierwszy raz usłyszałem tę wiadomość, nie bardzo wiedziałem kto to jest. Od razu zapytałem się cioci Wikipedii któż to taki.

Okazało się, że Maaskant poprzednio był trenerem NAC Breda. Od samego zwolnienia Henryka Kasperczaka, który przecież był typowany na selekcjonera reprezentacji Polski, wiadomo było, że nowym szkoleniowcem Wisły będzie obcokrajowiec. Bogusław Cupiał chociaż jedno dobrze zrobił. Zatrudnił dobrego fachowca z kraju, gdzie szkolenie młodzieży stoi na najwyższym, światowym poziomie. Wraz z nowym trenerem do Wisły przyszedł, także pochodzący z kraju tulipanów, Stan Valckx. Objął on stanowisko dyrektora sportowego. Najważniejsze, aby właściciel klubu dał przynajmniej 2 lata spokojnej pracy swoim nowym nabytkom i nie próbował naśladować Józefa Wojciechowskiego.

maaskant_robert_wp_blog.jpg


Jak na razie Maaskant nie ma się czym pochwalić, jeśli popatrzymy na wyniki jego drużyny. Ostatni mecz Wiślacy zremisowali ze słabiutkim, chwiejącym się nad przepaścią Śląskiem. Jego usprawiedliwieniem jest na pewno to, że na Reymonta przyszedł w trakcie sezonu. Poza tym, jak przyznaje Maaskant – klub nie do końca dokładnie opisał sytuację w klubie. Chodziło mu przede wszystkim o obronę (Wisła w letnim oknie transferowym sprzedała trzech kluczowych obrońców – Głowackiego, Diaza i Marcelo). Ponadto zdziwiło mnie, że zechciało mu się jechać z Holandii do Polski, gdzie miejscowe kluby nie mogą się dostać do Ligi Mistrzów od 14 lat.

Już od samego początku Maaskant próbuje wprowadzić nowe porządki, które chyba nie za bardzo pasują krakowianom. Starym, dobrym i polskim zwyczajem było to, że praca piłkarza polegała treningach i zagraniu od czasu do czsu jakiegoś meczu. Po treningu był fajrant. Na Zachodzie, a w szczególności w Holandii, wszystko wygląda zupełnie inaczej. Od teraz odbywają się dwa treningi dziennie, a zawodnicy jedzą wspólne śniadania, obiady i wyjeżdżają na wycieczki. Ma to pomóc w jak najlepszej integracji i zgraniu piłkarzy. Dla niego liczy się praca u podstaw a nie polskie „jakoś to będzie”. Ważne, aby od trenera nie oczekiwać natychmiastowych wyników, bo tak najzwyczajniej się nie da.

Dobrze by było, gdyby taki przykład podziałał na inne polskie zespoły, by zmieniło to ich podejście do treningów, a w szczególności do szkolenia młodzieży. Holenderscy trenerzy mogą stanowić dla nas wzór. Takie zasady próbował nam już wpoić Leo Beenhakker. Jego słynne „step by step” było metaforą ciężkiej pracy i załatwiania wszelkich problemów od początku do końca, zamiast brania się do wszystkiego naraz i byle jak. Wyłącznie sukcesywna praca przynosi trwałe efekty, chociaż nie natychmiastowe.

W ostatnim wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Robert Maaskant wyłożył system szkolenia młodzieży. Po pierwsze, są dwa rodzaje trenerów: ten od seniorów i ten od juniorów. Od trenerów młodzieży nie wymagamy wygrywania meczu za meczem – podkreśla Maaskant. Od najmłodszych lat dzieci uczą się przede wszystkim, rozwijać konkretną umiejętność, a wprowadzanie taktyki zaczyna się dopiero w wieku 12 lat. W Polsce od samego poczatku wymaga się od szkoleniowców młodzieży wyłącznie zwycięstw. A przecież nie o to chodzi. Najważniejszym zadaniem są nie tyle zwycięstwa, co ilość juniorów, która zdoła się przebić do pierwszego składu.

Podstawą jest kreowanie gry. Wiemy, co robić z piłką, kiedy już ją mamy. Nie tylko chodzi o atak, ale o współpracę całego zespołu – mówi Maaskant. Bolączką polskich klubów było to, że nigdy nie umiały grać atakiem pozycyjnym. Specjalistami jesteśmy wyłącznie w kontratakach. Beenhakker próbował nauczyć tego naszych kadrowiczów. Jednak jeżeli od samego początku każdy wmawia ci, że najważniejsze to wykopnąć piłkę jak najdalej od swojego pola karnego, to nie nauczysz się utrzymywać piłki przez dłuższy czas, co jest podstawą ataku pozycyjnego. Nie da się tego nauczyć na kilkudniowych zgrupowaniach raz na miesiąc, dlatego Beenhakker poniósł sromotną klęskę.

Jeżeli chodzi przygotowanie fizyczne, to Maaskant nie widzi dużej różnicy między polskimi futbolistami a holenderskimi. Największa różnica to dojrzałość taktyczna, dlatego trener Wisły daje sobie 6 tygodni na wyjaśnienie piłkarzom, o co mu chodzi. Jego marzeniem jest ustawienie 4-3-3, które jest typowe dla Holandii.

Już wcześniej podobne zwyczaje, dotyczące cięższej pracy, próbował zaprowadzić inny obcokrajowiec, a mianowicie Dan Petrescu. Został za to szybko zwolniony. Słyszałem o Danie Petrescu, ale nie obawiam się powtórki – zaznacza Maaskant. Miejmy nadzieję.

Można stwierdzić, że holenderski szkoleniowiec walczy z wiatrakami, ale cytując Kazimierza Kutza „tylko Don Kichoci wygrywają”. Oby tak było w tym wypadku.


Pozdrawiam,
Jakub Derkowski



Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik




Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.

Reklama