mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

Jakub Derkowski

« Wróc do listy wątków

Data dodania: 2010-12-08 14:12:36

Człowiek demolka


W tym sezonie odchodził w niesławie z pewnego dużego, bardzo znanego klubu do innego, równie słynnego. Już w pierwszym sezonie pracy w tym pierwszym klubie udało mu się zwyciężyć w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na świecie. Po sześciu latach przeniósł się do tego drugiego, który sezon wcześniej wygrał w tych samych rozgrywkach, oprócz tego został mistrzem krajowym oraz zdobył puchar krajowy. Teraz po kilku miesiącach pracy nasz bohater doprowadził swoich podopiecznych do opłakanego stanu. O kim mowa? Oczywiście o Rafaelu Benitezie.

benitez_rafael_technorati_com.jpg
Fot.: technorati.com

Jeszcze na początku tego tysiąclecia Rafa Benitez uważany był za jednego z najzdolniejszych hiszpańskich trenerów młodego pokolenia. Pracując w dwóch małych klubach (Extremadura Almendralejo, CD Tenerife Santa Cruz) awansował z nimi do Primera Division. Dzięki tym sukcesom wypromował się w kraju i został zatrudniony w wielkiej Valencii, przejmując schedę po słynnym Héctorze Raúlu Cúperze. W ciągu trzech sezonów dwa razy wygrał w lidze, a także udało mu się zdobyć Puchar UEFA. Opromieniony tymi sukcesami został szkoleniowcem FC Liverpool. Kiedy przychodził do Anglii, w Europie rozpoczynał się okres dominacji klubów angielskich. A więc był to najlepszy czas, w jakim mógł przybyć na Wyspy.

Jak wspomniałem, już w pierwszym sezonie nowy klub Beniteza wygrał w Lidze Mistrzów. The Reds pokonali po drodze największych faworytów, jak A.C. Milan czy Chelsea. Finał z Milanem każdy polski kibic pamięta. Bo jak zapomnieć słynny „Dudek Dance”. Hiszpan został uznany za jednego z najwybitniejszych szkoleniowców na świecie. Dwa lata później znów dotarł do finału LM wraz z Liverpoolem, ale wtedy srogi rewanż wziął Milan. Od tego momentu możemy obserwować zupełny zastój w karierze trenera. Liverpool nie wygrał ani razu w Premiership, a jakby tego było mało z ledwością zajmował miejsca gwarantujące udział w eliminacjach do LM. W eliminacjach, a nie w samej LM. Sezon 2009/2010 był najgorszy. Klub z miasta Beatles’ów zajął dopiero 7. miejsce, które gwarantowało występ w Lidze Europejskiej. Włodarze już dłużej nie mogli tego znieść i wyrzucili trenera na bruk.

Biedny Benitez znalazł pracodawcę w Italii. Massimo Moratti szukał właśnie następcy The Special One. Wydawało się, że Inter to wymarzone warunki do pracy. Jedyne co wystarczy zrobić, to niczego nie zepsuć, przecież drużyna jeszcze sezon temu zdobyła potrójną koronę i sprawiała wrażenie niepokonanej. Jednakże Rafa pokazał swój niszczycielski talent w takiej skali, w jakiej jeszcze nikt go nie oglądał. Kiedy początek sezonu był w miarę przyzwoity, to od pamiętnego meczu z Tottenhamem (3:3 4:3 (korekta redakcji), hattrick fenomenalnego Bale’a) coś zaczęło się sypać. Przede wszystkim najbardziej widoczna była i nadal jest ogromna plaga kontuzji.

Z każdym tygodniem można usłyszeć o kolejnych kontuzjach, urazach i innych nieszczęściach graczy Nerrazuri. Najgorzej trzyma się defensywa (zerwanie więzadeł krzyżowych przez Samuela). W przerwie ligowego meczu z Brescią Sneijder, mózg drużyny zemdlał. W czym problem? Dlaczego jeszcze sezon temu Inter wyróżniał się końskim zdrowiem? Cała tajemnica leży chyba w metodach treningowych, które stosuje Benitez. Jego metody diametralnie różnią się od tych stosowanych przez Mourinho. Portugalczyk wręcz słynie z tego, że uznaje wyłącznie zajęcia z piłką. Na każdym treningu zawodnicy w coś grają. Dlatego piłkarze nie doznają aż tylu urazów. Filozofia Beniteza jest zupełnie inna. Woli on zaganiać swoich podopiecznych na niekończące treningi w siłowni i na bieżni, jakby byli lekkoatletami. Znamienne jest to, że bardzo mało kontuzji wynika z mechanicznych zderzeń, one pojawiają się samoistnie i dotyczą prawie wyłącznie mięśni.

Drugi problem to brak motywacji. Jeszcze rok temu piłkarze z San Siro potrafili walczyć do upadłego o każdą piłkę. Obecnie trudno znaleźć w ich oczach choć krztę waleczności, co najwyżej zrezygnowanie i zmęczenie morderczymi treningami. Można usprawiedliwiać ich, że już w poprzednim sezonie zdobyli wszystko, co możliwe od scudetto po Puchar Europy. Jednak jest wiele innych klubów który zgarniały w jednym sezonie całą pulę, a w następnym nadal walczyły (przykład Barcelony czy Manchesteru United).

Wydaje się, że dni Beniteza w Mediolanie są już policzone. Klub, który jeszcze przed sezonem był faworytem do mistrzostwa Włoch, teraz zajmuje dopiero 6. miejsce w lidze, a w ostatniej kolejce Serie A poległ z Lazio 3:1. Jedynym piłkarzem, który prezentuje poziom sprzed sezonu, a nawet lepszy jest Eto’o, który wrócił do swojej ukochanej roli nieustraszonego łowcy bramek. Marne to pocieszenie.

Gdyby Rafa pracował na San Siro parę lat temu, Moratti pogoniłby go na cztery wiatry bez ceregieli. Ale dzisiejszy prezes Interu to zupełnie inny człowiek. Dzięki ostatnim zwycięstwom nasycił się, spełnił swoje marzenia o wielkości swojego ukochanego klubu. Teraz woli nie destabilizować zespołu przed klubowymi mistrzostwami świata w Abu Zabi. Nowego trenera ujrzymy prawdopodobnie w styczniu następnego roku.



Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik




Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.

Reklama