Czarno widzę przyszłość Lecha
Kiedy Lech zapewnił sobie awans do fazy pucharowej Ligi Europejskiej, wydawało się, że poznaniaków czeka świetlana przyszłość. Zwycięstwo z miliarderami z Manchesteru City, remisy po wyrównanej walce z gwiazdami z legendarnej „Starej Damy” dawały nadzieję, że da to „Kolejorzowi” siłę do walki o jak najlepszą pozycję w polskiej ekstraklasie (o mistrzostwie nie ma co marzyć, chyba że zdarzy się jakiś cud) i pokonanie w 1/16 finału Sportingu Braga, który z pewnością jest w zasięgu ręki. Najważniejszym zadaniem zarządu Lecha w przerwie zimowej było wzmocnienie drużyny, ponieważ jej ławka jest zdecydowanie za krótka oraz niedopuszczenie do tego, żeby jakikolwiek kluczowy zawodnik opuścił zespół w środku sezonu. Aż strach pomyśleć, co będzie się działo latem.
No i nawet to zadanie włodarze z Bułgarskiej, przepraszam za kolokwializm, pieprzą. Na pierwszy miejscu nieudolności uplasowała się oczywiście kandydatura Sławka Peszki, który czmychnął za Odrę, jak tylko nadarzyła się okazja. Puszczenie tego kluczowego piłkarza, który chyba jako jedyny Polak w tym sezonie w Lechu dorównywał swoim zagranicznym kolegom (Stilić, Kriwiec, Rudnevs), było tzw. błędem kardynalnym (jak mawia jeden z moich „ulubionych” egzaminatorów). Całemu wydarzeniu smaczku dodaje fakt, że szefowie poznańskiego klubu dopuścili do tej straty tylko i wyłącznie przez swój ewidentny błąd. Pozwolili oni na to, żeby w kontrakcie Peszki była zapisana suma odstępnego opiewająca na „grube” 500 tys. euro, czego ceną zaporową trudno nazwać. W takiej sytuacji nie dziwi fakt, że do prasy wypuszczane były kontrolowane przecieki o wyższej kwocie, czyli o 700 tys.
Ten sam sposób wpuszczania dziennikarzy w maliny zastosowano również w przypadku domniemanego transferu Darvydasa Sernasa. Sam pomysł niezły, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Dyrektor sportowy Marek Pogorzelczyk chwalił się, że Widzewowi zaproponował aż 800 tys. euro. Zapowiadał się transferowy przebój tej zimy. Niestety, do głosu doszło przysłowiowe skąpstwo poznaniaków. Jak ustalił „Przegląd Sportowy”, oferta wynosiła tylko 300 tys. euro. A to Łodzian nie satysfakcjonowało w najmniejszym stopniu.
Dobrym ruchem było za to pozbycie się bezproduktywnego Tshibamby i pozyskanie w jego miejsce Bartosza Ślusarskiego. Może dotychczasowy snajper Cracovii nie jest szczytem marzeń, ale jestem przekonany, że będzie wywiązywać się ze swoich zadań lepiej niż Kongijczyk. Miejmy nadzieję, że to nie będzie jedyny pozyskany w tym okienku napastnik. Ślusarski może być tylko uzupełnieniem dla Rudnevsa. Jego pełnowartościowym zmiennikiem może być tylko napastnik z prawdziwego zdarzenia. Przez jakiś czas wydawało się, że będzie nim Bułgar Cwetan Genkow, ale ten właśnie został wykupiony z Dynama Moskwa przez Lokomotiw Sofia za pół miliona euro. Może wskrzeszony zostanie pomysł ściągnięcia Witalija Rodionowa.
Jeżeli chodzi o realne wzmocnienia, to na pewno jest nim Hubert Wołąkiewicz, świeżo upieczony kadrowicz. Hubert podpisał niedawno czteroletni kontrakt z Lechem, który będzie obowiązywał od początku lipca. Jednakże władze klubowe chciałyby widzieć u siebie tego piłkarza od zaraz, dlatego rozpoczęte zostały negocjacje z Lechią Gdańsk w sprawie transferu definitywnego. Ściągnięcie 25-latka będzie prawdopodobnie tylko kwestią czasu.
Drugie realne wzmocnienie to, wciąż młody, skrzydłowy Zagłębia, Szymon Pawłowski. Ten transfer także nie powinien być wielce trudnym zadaniem.
Na dzień dzisiejszy sytuacja jeszcze nie wygląda źle. Dziura po Peszce powinna być załatana nie tylko Jackiem Kiełbem, ale również wspomnianym zawodnikiem „Miedziowych” dla zachowania konkurencji. I dobrze. Środek drugiej linia będzie dobrze wyglądać, jeżeli do pełnego zdrowia dojdą Tomasz Bandrowski i Kamil Drygas. Obrona została wzmocniona przez lechistę. Więcej wzmocnień w tej formacji nie będzie potrzebnych. O napadzie pisałem wyżej.
Gorzej rysuje się dalsza przyszłość klubu. Jak na złość, wspaniałe występy poznaniaków w pucharach europejskich mogą przynieść wiele zmiartwień. - W przypadku innych czołowych piłkarzy (poza Peszką) mogę zapewnić, że wiosną nadal będą grali u nas – zapewnia prezes Andrzej Kadziński. Wiosną może i tak, ale co będzie, jak przyjdzie lato. Największe gwiazdy mogą wyfrunąć z Poznania, który może się okazać dla nich już zbyt ciasnym gniazdkiem. W prasie pojawiły się informacje, że wiele europejskich klubów interesuje się nimi. Kriwca chciałaby u siebie widzieć AS Roma i Birmingham City. Semir Stilić jest na celowniku Dynama Moskwa i VfL Wolfsburg. Grzegorz Wojtkowiak jest przedmiotem zainteresowania Galatasaray Stambuł i, o ironio, Red Bull Salzburg. Oczywiście Łotysz Rudnevs jest najbardziej rozchwytywany, interesują się nim m.in. Udinese, Atalanta Bergamo, Galatasaray czy Borussia. Pojawiła się nawet plotka o Arsenalu Londyn, ale o tym to mogą sobie bajać dziennikarze z bujną wyobraźnią.
Jeżeli wymienieni wyżej gracze zostaną sprzedani, Lech mógłby zarobić zawrotną sumę 10 milionów euro (roczny budżet klubu). Jednak równocześnie straciłby najważniejszych zawodników, których sprowadził za, naprawdę, niewygórowane ceny. Źródło z tanimi i dobrymi piłkarzami z Europy Środkowo-Wschodniej musi kiedyś w końcu wyschnąć. Mistrz Polski podzieli los wielu klubów, które miały jeden świetny sezon w europejskich pucharach (lub dwa), a później sprzedały swoje perełki do tych zamożniejszych i natychmiast obniżyły loty (przykład Bayeru Leverkusen z Ballackiem, Lucio czy Ze Roberto w składzie).
Jakub Derkowski
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










