Co zrobić z Piszczkiem?
Ponad miesiąc temu do Sądu Rejonowego we Wrocławiu trafił akt oskarżenia w sprawie ustawienia meczu Zagłębie – Cracovia z sezonu 2005/2006. Dzięki remisowi w tym spotkaniu „Miedziowi” wyprzedzili Amicę Wronki i awansowali do europejskich pucharów. Na ławie oskarżonych pojawiło się kilku znanych piłkarzy. Część z nich nie ma już żadnego znaczenia w polskim futbolu. Pałętaja się gdzieś w niższych ligach lub pokończyli kariery. Inni bardziej znaczący zostali zawieszeni, jak np. Wojciech Ł. z Wisły czy Grzegorz B. i Michał S. grający nadal w dolnośląskim klubie. Jedynie Łukasz M. z Cracovii nadal gra i nikomu to nie przeszkadza, mimo że prezes Filipiak na wszystkie świętości zarzekał się, że nie wyobraża sobie, by w jego drużynie grał piłkarz splamiony korupcją.
Jednak z jednym z bohaterów tej afery jest wielki problem. Dlaczego? A to dlatego, że jest to piłkarz jak na polskie warunki wybitny, którego drużyna ostatnio zapewniła sobie mistrzostwo Niemiec przy jego wydatnym udziale. I jak tu z takiej perełki zrezygnować, kiedy znalezienie dwóch dobrych i równorzędnych zawodników na tę samą pozycję jest niezwykle trudne i graniczy niemal z niemożliwością. Będąc w tak marnej sytuacji, selekcjoner „Franz” Smuda musi uciekać się do, powiedzmy, średnio czystych chwytów, czyli importowanie narybku niechcianego w krajach Zachodniej Europy, który z Polską ma tyle wspólnego co PZPN z uczciwością.
Laikom przypomnę, że mowa o Łukasz Piszczku. Piszę wyjątkowo jego pełne nazwisko, ponieważ w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” narzekał, a raczej „wkurwiał” się na dziennikarzy, że piszą o nim Łukasz P., a nie Łukasz Piszczek. Cytuję: „Zaglądam do internetu i widzę siebie z paskiem na oczach. Jak przestępcę. Dziwne uczucie. Więc proszę, żeby każdy uważnie przeczytał to, co teraz powiem. Nie jestem żadnym Łukaszem P., tylko Łukaszem Piszczkiem!” Zatem na apel piłkarza odpowiadam, abym nie został nazwany pismakiem od siedmiu boleści.
Coraz większymi krokami zbliżają się towarzyskie mecze z Francją C i Argentyną Z, jak to ładnie ujął mój redakcyjny kolega Przemysław Żaba, toteż wreszcie trzeba podjąć jakąś decyzję. Zawiesić go, czy nie? Sam zainteresowany już zapowiedział, że nie zrezygnuje z kadry, chyba że go „leśne dziadki” z PZPN do tego zmuszą. Nie zostawi Smudy w potrzebie, któremu bez obrońcy cała formacja obronna by się posypała, jeżeli nie cały skład. Co zatem zrobić? Argumentem za jest to, że wszystkich trzeba traktować równo. Jeżeli inni zostali zawieszeni, to dlaczego nie on. Inni mówią, że oskarżony był wtedy 20-letnim młokosem, który nie miał nic do powiedzenia wobec poronionych pomysłów starszych kolegów. Musiał się podporządkować i tyle, nie miał wyboru, jeżeli dalej chciał istnieć w futbolu i rozwijać swoją karierę. Zresztą nawet nie wystąpił w tym spotkaniu. Dorzucił się tylko do łapówki.
Co ciekawe, Grzegorz B. urodził się w tym samym roku co Piszczek i nie było problemu z jego zawieszeniem. Jakoś nikt z tego afery nie robił. Nikt nie roztkliwiał się nad jego tragicznym losem. Chyba tylko dlatego, że nie jest tak dobry jak Łukasz. Czyżby byli równi i równiejsi?
Wczoraj w mediach pojawiła się informacja, że pod koniec tego tygodnia lub w następnym rzecznik dyscyplinarny prześle do Wydziału Dyscpliny PZPN 10 wniosków w sprawie ustawianego meczu. Być może wśród wniosków znajdzie się zawieszenie zawodnika Borussii i pozostałych piłkarzy zamieszanych w aferę. Przypominam, że Łukasz M. nadal spokojnie sobie hasa po ekstraklasowych boiskach. Pożyjemy, zobaczymy.
Niestety, ładniejsi, lepsi i zdolniejsi mają łatwiej w życiu. Na wspomnianego Grzegorza B. pies z kulawą nogą nie spojrzał, a Piszczka wszyscy dokoła bronią jak niepodległości. - Łukasz popełnił błąd, ale był to grzech młodości. Zrzucił się na kupno meczu, w którym nawet nie wystąpił, a traktowany jest jak groźny przestępca. Ktoś w Polsce zatracił chyba wszelkie proporcje – wygłosił obrończą mowę Hans Joachim-Watzke, dyrektor zarządzający Borussii Dortmund. Piłkarza broni także kolega z drużyny i z reprezentacji Kuba Błaszczykowski. A Grzesiowi z Zagłębia można tylko powiedzieć: „life is brutal and full of zasadzkas” bądź „sorry Gregory, ale nie jesteś na tyle znany i kochany, żeby się tobą zajmować”.
Niektórzy się rozczarują, ale nie jestem w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi na tytułowe pytanie: „Co zrobić z Piszczkiem?”. Można powiedzieć, że stoję raczej w rozkroku ze znacznym przechyłem w stronę zawieszenia, chociaż jak to się mowi, „tylko krowy nie zmieniają poglądów”. Życie przynosi niespodzianki, zatem nie zdziwię się, jak zmienię zdanie w tej jakże trudnej sprawie.
Jakub Derkowski
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










