Co z tą Legią?
Kolejnym polskim klubem, który tym razem chciałem wziąć na mój skromny warsztat, jest Legia. Od dzieciństwa kibicowałem Legii, ale ona jakoś rzadko mi się odwdzięczała.
Najbardziej pamiętnym był sezon 2001/2002, kiedy to trenerem był serbski szkoleniowiec Dragomir Okuka. W stołecznym klubie brylowali wtedy głównie Serbowie, czyli Stanko Svitlica i Aleksandar Vukovic. Stanko został królem strzelców I ligi, a Legia oczywiście zdobyła ósme w historii Mistrzostwo. Obecnie po nieudanej przygodzie Jana Urbana, trenerem legionistów jest Maciej Skorża.
Należy on do kategorii młodych, zdolnych, ale jeszcze niespełnionych (choć zdobył już dwa Mistrzostwa Polski z Wisłą). Do tej kategorii zaliczani są także Ryszard Tarasiewicz, Rafał Ulatowski i właśnie Jan Urban. Pierwszy z nich został niedawno zwolniony ze Śląska Wrocław z powodu kiepskich wyników, z kolei drugi także nie ma czym się pochwalić w Cracovii. Chyba najzdolniejszym z nich jest Skorża, co potwierdzają jego osiągnięcia. Kiedy przyszedł do Legii od razu odżyły nadzieje, że będzie lepiej niż za Urbana. Nowy stadion, nowi piłkarze, a więc nowe możliwości. Ponadto największy budżet w lidze. Po prostu wymarzone warunki do pracy.
Dyrektor sportowy Marek Jóźwiak rozpoczął wielkie zakupy, jakby był ogarniętym depresją zakupoholikiem (swoją drogą Kevin Prince-Boateng podobno kiedyś leczył się z zakupoholizmu). Przede wszystkim sprowadził piłkarzy z importu, czyli zgodnie z ostatnimi polskimi trendami. Kupił dwóch Chorwatów, Brazylijczyka, Portugalczyka, Argentyńczyka i Serba. Maciej Skorża dostał bardzo trudne zadanie zintegrowania tej drużyny. Jak na razie to zadanie go przerasta. Obecnie warszawski zespół zajmuje ósme miejsce w lidze, a to jak na ambicje Mariusza Waltera z ITI stanowczo za mało. W sumie nie ma co się dziwić, jeżeli w klub wrzuca się tyle pieniędzy.
Po kilku kolejkach atmosfera w zespole była coraz bardziej nie do zniesienia, więc trener musiał zdecydować się na podjęcie radykalnych kroków. Miesiąc temu do zepołu Młodej Ekstraklasy zesłał trzech polskich piłkarzy: Macieja Iwańskiego, Jakuba Wawrzyniaka i Piotra Gizę. Oficjalnie chodziło o słabe wyniki sportowe, ale ów powód najmniej dotyczył Iwańskiego. Od dawna wiadomo było, że ktokolwiek z nim zadarł miał naprawdę ciężkie życie. Wiedzą o tym nie tylko piłkarze, ale także trenerzy. Jeżeli któryś z kolegów z drużyny mu podpadł, to po prostu do niego nie podawał - w końcu jest rozgrywającym. Trenerowi także groziło zwolnienie. Tak się działo w Zagłębiu. Tym razem nie spodobali mu się nowi piłkarze z zagranicy, a zwłaszcza Vrdoljak, który przejął po nim opaskę kapitańską. Podburzał w szatni polskich piłkarzy przeciwko zagranicznym, czym rozsierdził trenera Skorżę.
Wczoraj w internecie pojawiła się wiadomość, że banici wracają do pierwszego zespołu. Nie dotyczy to Gizy, który trenuje ze swoim byłym klubem, czyli Cracovią. Ciekawe jak teraz Iwański będzie się zachowywać, bo jakoś trudno uwierzyć, że nagle spokornieje i będzie potulny jak baranek. Przecież to poniżej jego godności. On jest piłkarzem światowej klasy. Cóż z tego, że Beenhakker stwierdził, że jego umiejętności są zbyt niskie jak na „international level”, a jego brzuch jest podobno największy w naszej lidze.
Ostatni mecz w Łodzi (a raczej jego pierwsza połowa) napawa nadzieją, że idzie lepsze. Chociaż należałoby wziąć poprawkę na to, iż był to mecz z Widzewem. Na dzień dzisiejszy jedynym nowym piłkarzem, który się sprawdza jest Ivica Vrdoljak. W każdym meczu walczy jak lew. Gdyby nie grał, Legia traciłaby kilkadziesiąt procent na wartości w każdym meczu. Cabrala w ogóle nie widać, Manu oprócz swojej szybkości nie ma nic do zaoferowania, zaś Mezenga praktycznie nie gra. Nowy bramkarz Antolovic stracił miejsce między słupkami na rzecz Ukraińca Machnowskyja. Z powodu braku porządnego napastnika, szkoleniowiec Legii sięgnął po nikomu nieznanego Michała Kucharczyka. Przed sezonem wszyscy się zachwycali, że młodziutki Borysiuk schudł i w końcu spełni pokładane w nim nadzieje. Niestety przyszedł sezon i słuch o nim zaginął.
Mimo wszystko, stara gwardia nadal rządzi w Legii, co pokazał ostatni mecz w Łodzi. Głównym beneficjentem tej sytuacji jest Tomasz Kiełbowicz, którego dośrodkowania siały popłoch w szeregach rywali. Miroslaw Radovic też pokazał, że nie należy go lekceważyć. Czy Maciek Skorża potwierdzi, że jest największą polską nadzieją w dziedzinie szkolenia, pokażą kolejne mecze. Najbliższą okazją do sprawdzenia będzie spotkanie z Koroną Kielce - wicelider Ekstraklasy, który na pewno będzie trudnym przeciwnikiem.
Pozdrawiam,
Jakub Derkowski
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










