Co robić?
Od czasu pamiętnego finału Pucharu Polski w Bydgoszczy pomiędzy Legią a Lechem, próbuję sobie odpowiedzieć na leninowskie pytanie: „Co robić?”. Jak wiadomo, prymitywne zakazy w postaci zakazów stadionowych (chociaż zupełnie z nich zrezygnować chyba się nie da), zakazu wnoszenia rac czy zakazu picia alkoholu na stadionach, niczego tak naprawdę nie rozwiązują. Rząd Donalda Tuska znalazł sobie wspaniałego kozła ofiarnego w postaci mitycznego „kibola”. Ktoś powie, że ja też uderzałem w tego kibola, pisząc liczne felietony. Oczywiście, tyle że ja, w przeciwieństwie do rządu, nie zamierzam wrzucać wszystkich do jednego worka czy stosować zbiorowej odpowiedzialności, która w państwach demokratycznych i praworządnych jest jakimś anachronicznym przeżytkiem.
Wracając do działań rządu, dla Tuska i jego ferajny problem kibicowski to idealna okazja, by pokazać, że wcale nie jest tak gnuśny jak mu się zarzuca, że nie reformuje w takim tempie jak trzeba, nie oglądając się na skutki społeczne tych reform jak chciałby Leszek Balcerowicz. To samo było z kastracją pedofili, kiedy premier mówił, że pedofil to nie człowiek (a co mnie obchodzą prawa człowieka – powiedziałby pewnie Tusk), albo z ustawą hazardową czy antydopalaczową. Ustawy te przeszły przez parlament niczym błyskawice. Nieważne konsultacje społeczne, nieważna opinia publiczna. Ważne wrażenie, piar, efekt medialny. Problem z kibicami jest podobny. Szef rządu kreuje się na szeryfa, który z pełną stanowczością walczy ze stadionowymi bandytami. Nie obchodzi go to, że przy tej całej hucpie medialnej krzywdzi spokojnych kibiców, którzy z burdami nie mają nic wspólnego.
Jednak nadal nie ma odpowiedzi na pytanie „co robić?”. Na szczęście niedawno udało mi się zdobyć pewną książkę pt. „Społeczne zmagania ze sportem”, której przeczytanie premier powinien zaordynować członkom swojego rządu, a w szczególności ministrowi sprawiedliwości Krzysztofowi Kwiatkowskiemu, dla którego opaski elektroniczne są jak Wunderwaffe dla Hitlera – cudowne remedium gwarantujące wygraną w beznadziejnej wojnie. Sama książka może nie jest genialnym dziełem, jednakże może być pewnym zalążkiem do dalszych badań na tym polu. Najważniejszym rozdziałem ze względu na sprawę, o której pisze, i która już od jakiegoś czasu jest w Polsce dosyć gorąca, to „Wpływ metod zapobiegania i zwalczania chuligaństwa futbolowego na zachowania kibiców”.
Wbrew pozorom, autorzy nie zachwycają się nad brytyjskim „sukcesem” w walce z kibicami i chuliganami, jak to uwielbiają podkreślać polscy politycy od lewa do prawa (zwłaszcza z PO). Można powiedzieć, że pewne rzeczy zapisują im na plus, np. bezpieczeństwo na stadionach. Jednak patrząc szerzej, nie jest już tak optymistycznie. Wypchnięcie fanatyków z aren spowodowało, że atmosfera z gorącej zamieniła się w karnawałową, a widz stał się jedynie konsumentem. Dzięki obecności przedstawicieli bogatej klasy średniej, na stadionach z powodzeniem mogą się reklamować najbardziej znane marki, ponieważ to właśnie oni są „targetem” tych firm. Dla klubów oznacza to jeszcze większe zyski, zatem w ich interesie jest pozostawienie status quo. Do takiej sytuacji doprowadziły pomysły Margaret Thatcher, dla której jednym z najważniejszych punktów honoru była nie tylko walka ze związkami zawodowymi, ale także właśnie z kibicami (czy nie nasuwa się tutaj analogia z Platformą, która związki zawodowe też niespecjalnie lubi).
Po tragedii na Heysel (1985 r.) rząd torysów postanowił twardo rozprawić się z chuliganami. Najważniejszym punktem nowego programu było rozbudowanie „więziennej” infrastruktury na stadionach, czyli segregacja kibiców, wysokie płoty itp. Ekstremum stanowiło zamontowanie płotu pod napięciem na stadionie Chelsea, co na szczęscie zostało zakazane przez sąd. Politycy bardziej interesowali się walką z kibolami niż bezpieczeństwem na piłkarskich arenach.
Dopiero kolejna katastrofa uzmysłowiła Brytyjczykom, że taka polityka wyłącznie pogarsza sytuację. W 1989 r. na stadionie w Hillsborough zginęło 96 osób, a rannych zostało 730. Sporządzono raport Taylora, który wskazywał, że należy zrezygnować z zamieniania stadionów w twierdze. Wprowadzono obowiązek zlikwidowania miejsc stojących, zastępując je krzesełkami, które musiały być numerowane. Nowością zaś był monitoring. Spowodowało to wzrost kosztów, więc siłą rzeczy wzrosły ceny biletów, co było motywowane także karkołomną ideą „wymiany publiczności”. I tak dochodzimy do sedna sprawy. W latach
90-tych chuligani zniknęli ze stadionów, ponieważ nie stać ich było (obecnie także) na tak drogie wejściówki. Ich miejsce zajęli konsumenci, dla których pójście na mecz jest jak niedzielny spacer po galerii handlowej. Tzw. prawdziwi kibice jeżdżą na wyjazdowe spotkania za swoimi ukochanymi klubami, ale zamiast wejść na stadion, zajmują miejsce w najbliższym pubie. To właśnie możemy zobaczyć w filmie „Szukając Erica”. Na tak genialny pomysł wpadł przecież PZPN przed meczem z Francją, z czego częściowo zrezygnował.
Dlatego też uważam, że Wielka Brytania – tyle razy stawiana jako wzór – nie powinna być tym, do czego dążymy. Wzorem godnym naśladowania powinna być Bundesliga, gdzie incydenty zdarzają niezmiernie rzadko. Wspomniana książka, do pozytywnych metod zapobiegania i zwalczania chuligaństwa zalicza:
- przyjazną i bezpieczną infrastrukturę stadionową,
- odpowiedzialną politykę medialną,
- dyskretny styl ochrony policyjnej,
- wywiad,
- spotting,
- stewarding i ambasady kibiców,
- przedsprzedaż biletów,
- fan coaching.
Ogólny wniosek jaki można z tej wyliczanki wyciągnąć, to nastawienie na profilaktykę zamiast na reakcyjność. Główną ideą jest to, że lepsze jest zapobieganie niż leczenie. W założeniach do zmiany Ustawy o imprezach masowych opublikowanych przez OZSK jest parę ciekawych propozycji, jak ta z materiałami pirotechnicznymi czy obowiązek prowadzenia i finansowania działalności edukacyjnej i sportowej przez samorządy. Niestety rząd woli np. przywrócić obecność policji na stadionach. Może jeszcze niech policja prewencyjnie przed meczem potraktuje kibiców gazem łzawiącym. Wtedy na pewno będą potulni jak baranki.
Jakub Derkowski
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










