mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

Jakub Derkowski

« Wróc do listy wątków

Data dodania: 2010-12-16 18:30:43

Budzi się wściekły i tak ma cały dzień


Tak opisał zachowanie Mario Balotelliego Paul Hayward z „The Guardian” na swoim blogu. Ten krótki, acz wymowny opis nie dotyczy tylko niepokornego Włocha, ale także całego zespołu Manchesteru City, w którym praktycznie od początku sezonu wrze. Co chwila wybuchają jakieś niewytłumaczalne i trudne do zrozumienia kłótnie, jakby zawodnikami były dzieciaki w piaskownicy, kłócące się o szpadel, a nie dorośli i poważni (chyba) ludzie. Do całości tej „sielskiej” atmosfery doszedł jeszcze Carlos Tevez, który ma już dosyć futbolu, tęskni za córeczkami i chce wrócić do swojej ojczyzny.

Może się mylę, ale wszystko wskazuje na to, że głównym zapalnikiem wszelkich konfliktów pomiędzy piłkarzami „The Citizens” jest cudowne dziecko włoskiej piłki, Mario Balotelli. Super Mario od zawsze był awanturnikiem i lubił prowokować. Kiedy Mourinho nie mógł z nim dojść do ładu, to przestał go wystawiać w pierwszym składzie. Gdy Roberto Mancini sprowadzał go w ostatnim okienku transferowym do MC, rozpływał się nad jego umiejętnościami. To piłkarz kompletny – tak w skrócie wyglądało zdanie włoskiego szkoleniowca. Wielu jednak wróżyło, że przyjście wszechstronnego skrzydłowego nie przyniesie nic dobrego. Już na samym poczatku kariery pokazał, że nie da sobie w kaszę dmuchać. Szczególnie denerwowały go rasistowskie wyzwiska i wygłupy włoskich kibiców. W czasie zgrupowania kadry U-21 w jego strone leciały skórki po bananach. Najciekawszy był incydent w czasie meczu z Chievo, kiedy to kibole buczeli za każdym razem, kiedy był przy piłce. Mario odwdzięczył im się ostentacyjnymi oklaskami w czasie zmiany. Co dziwne piłkarz dostał za to 7 tys. euro kary za tzw. prowokacje, a fani pozostali bezkarni. Nie ma on za grosz szacunku do starszych zawodników, ani dla kibiców.

Pierwszą niepokojącą wiadomościa z obozu Manchesteru City były zwierzenia innego cudownego dziecka, ale tym razem argentyńskiej piłki. Na początku października snajper zdradził, że ma dość. - Nie tylko moja rodzina, ale również mój organizm odczuwa zmęczenie. Pracowałem i walczyłem bardzo ciężko, aby cieszyć się grą – powiedział. - W Anglii występuje od pięciu lat i w tym czasie nie spędziłem świąt, ani Nowego Roku z moją rodziną. Muszę przyznać, że życie piłkarza mnie nie cieszy – dodał jeszcze na swe usprawiedliwienie.

Później ruszyła lawina. Co rusz wybuchały kłótnie pomiędzy graczami. Najpierw sprzeczka (to chyba zbyt delikatne określenie) Yaya Toure z Milnerem, później Adebayora z Kompanym. W jednym z meczów reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej tak pokłócił się z Anglikiem, że nie wyszedł na drugą połowę. Parę minut później był już w samochodzie. - Nic w tym dziwnego, że Toure opuścił stadion. Chciał po prostu uniknąć korków. To normalna procedura – tłumaczył dziennikarzom rzecznik prasowy klubu. Śmiać się czy płakać? Wspomniane kłótnie miały miejsce przed rewanżowym spotkaniem z Lechem. I to poznański klub najlepiej na tym skorzystał, bo zwyciężył 3:1.

Po tej porażce „The Citizens” czekał piekielnie trudny mecz derbowy z Manchesterem United. Przed samym spotkaniem zamiast pisać o meczu, gazety rozpisywały się o wizytach Carlito u psychoterapeuty. Co gorsza, Argentynczyk był niezbędny drużynie, bo bez niego piłkarze zupełnie sobie nie radzą i nie mogą wygrac choćby meczu. Hit Premier League skończył się rozczarowującym, bezbramkowym remisem.

Pierwszym z piłkarzy, który zareagował na tę gorszącą atmosferę był Kolo Toure. Stoper odważył się publicznie skrytykować swoich kolegów z drużyny. Uważał, że należy obniżyć pensję zawodnikom do czasu, gdy sytuacja nie ulegnie zmienie. - Dla mnie najważniejsza jest regularna gra na wysokim poziomie. Pieniądze to rzecz drugorzędna – podkreślił drugi z braci Toure.

Na nic zdały się rozpaczliwe nawoływania byłego zawodnika Arsenalu, by jego koledzy się opamiętali. W czasie treningu, w końcu dał o sobie znać wybuchowy charakter Balotelliego. Mario tak ostro walczył o piłkę z Boatengiem, że inni piłkarze musieli ich rozdzielać. Rozjemcą okazał się Nigel de Jong. Na koniec treningu Włoch szybko skierował się do szatni, żeby jak najszybciej uciec, ale trener Mancini złapał go rękami i wrócił do Boatenga, aby sprawdzić czy konflikt został zakończony. Po wszystkim raz jeszcze mogliśmy posłuchać pokrętne tłumaczenia biednego rzecznika – Ten incydent jest dowodem jak wielka rywalizacja jest w zespole nawet na treningach - wyjaśnił . Tym razem już chyba tylko płakać.

Dalej to już zupełna degrengolada i rozpad drużyny. Najpierw Tevez pokłócił się ze szkoleniowcem, bo ten zmienił go w czasie meczu z Boltonem. Kilka dni później kapitan MC zażądał wystawienia na listę transferową, a klub w odwecie zagroził mu sądem, jeżeli zdecyduje się odejść. A na dokładkę w następnej kolejce Balotelli obraził się na trenera z identycznego powodu. Za to, że zdjął go z boiska. Super Mario zresztą od początku spotkania zachowywał się, jakby był obrażony na cały świat. W dodatku kibice West Hamu żegnali go, śpiewając „What a waste of money”.

Wszystko to daje obraz, jakby cała drużyna była w rozsypce, a ktoś kto nie interesuje się piłką nożną powiedziałby, że pewnie jest ona na dnie tabeli i przegrywa mecz za meczem. Ale gdzie tam! Manchester City jest obecnie na trzecim miejscu i ma tylko dwa punkty straty do lidera (MU ma jeden mecz mniej). Gdzie tu sens, gdzie logika? A co by było, gdyby zespół był monolitem niczym podopieczni The Special One. Szejkowie na pewno mieliby się z czego cieszyć.



Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik




Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.

Reklama