Boski trener
Niedawno pojawiła się w prasie informacja, jakoby jeden z klubów angielskiej Premiership zaproponował Diego Maradonie posadę pierwszego trenera. Trudno powiedzieć, jakie mogą mieć intencje działaczy domniemanego klubu. Widocznie były selekcjoner reprezentacji Argentyny dzięki „wybitnym” osiągnięciom wyrobił sobie bardzo dobrą markę w piłkarskim światku.

Fot.: Wikipedia
Zrozumiałbym jeszcze, gdyby to Argentyńczycy znowu zatęsknili za swoim „Boskim Diego”. W jego ojczyźnie panuje istny kult jednostki, jeżeli chodzi o jego osobę. Nawet Stalin mógłby pomarzyć o takiej miłości, jaką pałają mieszkańcy Argentyny do swojego idola. Nic dziwnego, że tak to wygląda, ponieważ główny rywal Brazylii od czasu, kiedy Maradona skończył karierę piłkarską nie zdobyła ani jednego trofeum. Kiedy „El Diez” obejmował kadrę, Argentyńczykom wydawało się, że tchnie on nowego ducha w drużynę. Samą obecnością zainspiruje swoich podopiecznych do podobnych osiągnięć, które sam uzyskał będąc piłkarzem.
Jak wszyscy wiemy, z tego wszystkiego wyszły nici. Maradona stwierdził, że jego drużynie nie jest potrzebna taktyka i jakiekolwiek przygotowania. Przecież w składzie ma swojego następcę, którego sam namaścił (chodzi oczywiście o Messiego). Zespół Argentyny ma grać futbol ofensywny i radosny. Na boisku grało zazwyczaj równocześnie czterech napastników (Tevez, Higuain, Messi, Aguero). Najważniejszą rolę grał oczywiście Leo Messi. Każda piłka miała trafiać do niego, a on już dobrze będzie wiedział, co z nią zrobić. Podobną taktykę obrała Portugalia z Cristiano Ronaldo w składzie i, jak wiadomo, przyniosło to opłakane skutki. Jedynym defensywnym pomocnikiem był Javier Mascherano, a boczni obrońcy tak naprawdę byli nominalnymi stoperami.
O jaki klub chodzi, na razie nie ujawiono. Jedno jest pewne, władze tego klubu chyba zafascynowały się jego stylem bycia, który przyciąga tłumy dziennikarzy, łaknących sensacji. Jak ustaliły media, tymi szaleńcami mogą być albo Aston Villa, albo Fulham Londyn. - W przyszłym miesiącu polecę do Anglii i posłucham, co mają do zaoferowania. Jeśli mnie przekonają, zostanę tam trenerem, choć tak naprawdę nie jestem zdesperowany. Wiem jednak, że nadejdzie taki dzień, kiedy znów usiądę na ławce jakiejś drużyny – poinformował „Boski”.
Maradona zawsze lubił być w centrum uwagi, zwracać na siebie uwagę. Może to jest jego kolejny sposób na przyciągnięcie uwagi dziennikarzy i reporterów. Na przykład ostatnio, kiedy było o nim głośno, próbował wyprawić sobie huczne urodziny, które obchodzi 30 października. Chciał on zorganizować mecz w Neapolu, w którym spędził siedem sezonów. W spotkaniu tym mieliby wziąć udział jego dawni koledzy z zespołu Napoli. - Dostałem już wszystko: rodzinę, którą uwielbiam, fantastyczną karierę. I dziś nie potrzebuję nic, nawet pieniędzy. Moim jedynym marzeniem jest powrót do Neapolu, aby na nowo uścisnąć to miasto oraz ludzi, którzy nigdy o mnie nie zapomnieli – mówił z sentymentem. Legendarny piłkarz nadal jest szalenie popularny w Italii. W ankiecie zorganizowanej przez „Corriere dello Sport”, w której 100 postaci włoskiej piłki i showbiznesu miało wskazać, kto jest lepszy: Maradona czy Pele. Jak łatwo zgadnąć, Argentyńczyk zwyciężył stosunkiem 64 do 36.
Jednakże gdyby „Boski” próbował wrócić na Półwysep Apeniński spotkałby się z nie lada kłopotami. Jest on winny włoskiemu fiskusowi jakieś 37 milionów euro. Firma, która ściąga podatki wydała nawet specjalne oświadczenie w tej sprawie: „Chociaż Maradona był wielkim piłkarzem i kibice nadal go kochają, nie oznacza to jednak, że przysługują mu specjalne prawa. Jest winny pieniądze wszystkim Włochom”. Włoski urząd skarbowy korzysta z każdej okazji, żeby choć trochę uszczknąć z jego majątku. Jeżeli w 2006 roku zabrał mu zegarek wart 11 tysięcy euro, to na pewno gdyby się pojawił w Neapolu, fiskus wziąłby, co się da.
Koniec końców do urodzin nie doszło. Jak donosiły media, były to dla niego najsmutniejsze urodziny w życiu. Zamiast w blasku kamer i fleszy biedny Maradona spędził swoje święto z rodziną w domu, na przedmieściach Buenos Aires.
Już do legendy przeszły anegdoty o tym, że kiedy kadra Argentyny kwaterowała się w RPA przed mundialem, selekcjoner zadbał przede wszystkim o to, aby każdy z piłkarzy miał do dyspozycji konsolę do gry. Innym oryginalnym nawykiem było noszenie dwóch zegarków naraz. Jeden miał pokazywać czas lokalny, a drugi argentyński. Ciekawe też było to, że ponoć jego córki pomagały mu zakładać spodnie od garnituru na mecze Argentyny na mundialu, które były o kilka numerów za małe. Ale ile się nie robi dla prestiżu.
Kończąc, „Boski Diego” bez wątpienia jeszcze nie raz da o sobie znać, co by fotoreporterzy mieli co fotografować, a dziennikarze o czym pisać.
Jakub Derkowski
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










