Arogancki Louis
Wizjoner, buc, geniusz, arogant to tylko niektóre określenia obecnego trenera Bayernu Monachium. Mówi się, że tylko genialni i wybitni ludzie budzą tak skrajne emocje. Dla jednych jest wielkim trenerem, który potrafi stworzyć zespół grający widowiskowo i strzelający mnóstwo bramek. Z drugiej strony jest niezwykle pewny siebie i arogancki. Nie uznaje tego, że ktoś może mieć inne zdanie niż on. Gdziekolwiek się znajdował, robił sobie zajadłych wrogów, a zwłaszcza w dumnym Bayernie.
Holenderski szkoleniowiec zaczynał karierę w Ajaxie Amsterdam. Przeszedł przez wszystkie stopnie wtajemniczenia (był trenerem młodzieży i asystentem trenera). Tam nauczył się szkolenia młodzieży, szlifowania diamentów. Miejsce do tego było wspaniałe, w końcu Ajax to najsłynniejsza akademia piłkarska na świecie, choć ostatnio przebija ją La Masia, czyli szkółka FC Barcelony. Spod jego ręki wyszły takie gwiazdy jak Marc Overmars, Patrick Kluivert, Edwin van der Sar, Edgar Davids, bracia de Boer, Clarence Seedorf czy Dennis Bergkamp. Przez 6 lat pracy w tym klubie udalo mu się zdobyć Puchar Mistrzów, Superpuchar Europy, Puchar UEFA, trzykrotnie mistrzostwo Holandii, do tego dorzucił przy okazji Puchar Holandii.
To on jest twórcą archetypu trenera, nieprzerwanie chodzącego z notatnikiem w ręku, który w dzisiejszych czasach coraz bardziej przeradza się w laptop. Futbol przemienił w dyscyplinę naukową. Wszystko, co się da mierzy, waży, zagląda piłkarzom do talerza. Najważniejsza jest chłodna analiza, a nie zaufanie wyłącznie swojemu trenerskiemu „nosowi” w stylu Franza Smudy czy Harry’ego Redknappa. Jego zespoły charakteryzują się żelazną dyscypliną, co nie oznacza, że tracą one na efektowności. Ponadto jego cechą charakterystyczną jest miłość do młodzieży i wychowanków klubowych, a także piłkarzy jego narodowości. Ta ostatnia forma miłości swoje apoeum osiągnęła w czasach kiedy był trenerem Barcy (ośmiu Holendrów miało miejsce w pierwszej jedenastce „Dumy Katalonii”). Wiernymi odtwórcami tego wzorca są m.in. Jose Mourinho i Rafael Benitez. Mourinho przerósł nawet swego mistrza pod względem arogancji.
Van Gaal po latach spędzonych w Amsterdamie stał się tak pewny siebie, że uznał swoje metody niemal za dogmaty, których nie trzeba udoskonalać, a jak wiadomo: kto się nie rozwija, ten się cofa. Po niepowodzeniach z Barceloną i Oranje zdecydował usunąć się w cień i został dyrektorem technicznym w Ajaxie. Postanowił obserwować rozwój piłki z dystansu. Przerwa dobrze mu zrobiła. Do trenerki wrócił w 2005 roku, do AZ Alkmaar, z którym w pierwszym sezonie zajął drugie miejsce w Eredivisie, a 4 lata później zdobył mistrzostwo. W Alkmaar oszlifował kolejne diamenty, jak np. Kew Jaliens, Barry Opdam, Tim de Cler i Danny Koevermans. Po tej przygodzie otrzymał misję przywrócenia chwały Bayernowi Monachium.
Początki nie były łatwe. Charakter Holendra wybitnie temu dopomógł. Drużyna nie dawała sobie rady w lidze, w której seryjnie wygrywał Bayer Leverkusen. Jednakże van Gaal postawił na swoim, wyrzucił niepokornego Toniego. Przełomowy był mecz z Juventusem, w którym zwyciężył 4:1. Znowu promował młodych, czyli m.in. Badstubera i Mullera. W Lidze Mistrzów Bayern szedł jak burza i doszedł do finału, po drodze pokonując poprzedniego finalistę Manchester United i grający najlepszy sezon w europejskich rozgrywkach Olimpique Lyon. Dopiero w finale charyzmatyczny trener musiał uznać wyższość The Special One. Uczeń przerósł mistrza ( Jose w Barcelonie był asystentem van Gaala). W Bundeslidze pierwsze miejsce zapewnił sobie już 9 maja, a więc przed finałem LM. Nie można zapomnieć o tym, że zdobył także Puchar Niemiec. Jego filozofia futbolu idealnie pasuje do niemieckiego Ordnung muss sein. Ego holenderskiego szkoleniowca zostało wystarczająco połechtane, by znów poczuć się nieomylnym niczym niegdyś papieże.
W tym sezonie, tak samo jak na początku poprzedniego, van Gaalowi w lidze nie idzie w ogóle. Bayern zajmuje 9. miejsce, a do lidera z Westfalii brakuje mu już aż 12 punktów. Co innego Liga Mistrzów, gdzie monachijczycy jeszcze nie przegrali meczu. Do tego dochodzi konflikt z Ulim Hoenessem. Szef Bayernu przyzwyczajony był, że zawsze doradzał piłkarzom, a podczas meczów siedział na ławce trenerskiej. Gdy w jednym miejscu spotykają się takie indywidualności musi dojść do spięć. Wszystko uzasadnia spekulacje dziennikarzy o niechybnym odejściu trenera. Hoeness nie chciał tego komentować. Teraz w klubach nie można prowadzić klubu samemu – stwierdził. Czyżby była to zawoalowana zapowiedź wyrzucenia van Gaala. Przecież Louis nigdy nie zgodzi się na to by ktoś właził z butami na jego poletko.
Znowu odezwało się wybujałe ego i zbytnie zaufanie do swoich metod, które już wcześniej go zgubiły. Bardzo możliwe, po tak błyskotliwych sukcesach już po pierwszym sezonie wielu by zwariowało. Po prostu ciężko z nim rozmawiać – powiedział Hoeness. Dla wielu w Monachium, a przede wszystkim dla władz klubu ten sezon już jest stracony. Jednak dla van Gaala sezon dopiero się zaczyna i wszystko jeszcze jest możliwe. Kto ma rację? Czas pokaże.
Jakub Derkowski
Fot. Wikipedia
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama











