Reprezentacyjny organizm
Stadiony w budowie, autostrady nomen omen w drodze, znamy również rywali podczas otwarcia stadionów, a reprezentacja? Podobno szkielet drużyny już jest. Podobno. Zapewne brakuje jeszcze paru innych drobiazgów, takich jak mózg, serce i płuca, ale po efektownej wygranej nikt nie ma głowy, żeby zająć się wspomnianymi szczegółami.
Przed meczem z WKS Franciszek Smuda po raz kolejny asekuracyjnie powtarzał niczym mantra, że liczy się przede wszystkim styl drużyny, nie wynik. Przeciętny obserwator mógłby odnieść wrażenie, że oprócz rywala Biało-Czerwonych zasadniczo nic się nie zmienia: głosy sfrustrowanych kibiców, ton wypowiedzi trenera i komentarze piłkarskich ekspertów.
Wystarczyło jednak zwycięstwo ze znudzonymi i średnio zaangażowanymi afrykańskimi piłkarzami, by obraz sytuacji uległ diametralnej zmianie. Opromieniony sukcesem Franciszek Smuda na pomeczowej konferencji bezpardonowo stwierdził, iż ma już drużynę na EURO. Newralgicznymi punktami są jedynie środkowi obrońcy. Co do pierwszej kwestii – wypada jedynie pogratulować wrodzonego optymizmu. Druga część wypowiedzi w moim przekonaniu jest wysoce kontrowersyjna. Oprócz środkowych obrońców należałoby dodać napastnika, nie wspominając o wartościowym zmiennikach podstawowych graczy.
Główną rolę w reprezentacyjnym organizmie tworzyć miał duet środkowych pomocników. Jeszcze kilka miesięcy temu Smuda na łamach Rzeczpospolitej przekonywał: „Jeśli Tomek Bandrowski trochę się podszkoli technicznie, to razem z Matuszczykiem na Euro 2012 będą taką parą jak Iniesta i Xavi w Barcelonie”. Jak się na razie okazuje płuca katalońskiej drużyny są bardziej pojemne.
Jak mniemam czas na skostnienie ruchomych części szkieletu. Pytanie tylko brzmi: kto de facto tworzy reprezentacyjny kręgosłup?
Fabiański, Piszczek, Boenish, Błaszczykowski, Obraniak i Lewandowski – brzmi fantastycznie, tyle tylko, że o ich przydatności w drużynie narodowej wiedzieliśmy dużo wcześniej. Czy wobec tego był rok stracony? Wydaje się, że nie, choć pewne elementy z pewnością można było rozwiązać inaczej.
Na plan pierwszy wysuwa się „wrażliwa” kwestia alkoholu podczas zgrupowań. Żewłakow, Boruc, Peszko, Iwański – listę można byłoby zapewne rozwijać, ale pozasportowe niedomówienia stanowiły immanentną część pracy selekcjonera.
Niewątpliwą zasługą trenera jest zaciąg do reprezentacji francusko-niemieckiego tercetu. Trio Obraniak – Boenish – Matuszczyk zdecydowanie wyróżnia się na tle reprezentacyjnej przeciętności. Tyle tylko, że slogany wyborcze Smudy przed rozpoczęciem reprezentacyjnej przygody głosiły: koniec z naturalizacją. Dziś główny pytanie selekcjonera brzmi: czy Arboleda zagra w koszulce z orzełkiem na piersi?
Trzy gole strzelone w ostatnim meczu pozwoliły Smudzie z nadzieją spoglądać w przyszłość. Selekcjoner buńczucznie bowiem zapowiedział, że chce jako pierwszy w historii trener reprezentacji Polski zwyciężyć naszych zachodnich sąsiadów. Jeżeli głównym celem jest zwycięstwo podczas otwarcia warszawskiego stadionu możemy jedynie pogratulować hierarchii wartości.
Z pewnością wygrana z Wybrzeżem Kości Słoniowej przyszła w najbardziej oczekiwanym momencie. Kibice będą bowiem mieli w pamięci wygraną, zaś Smuda czas na skonstruowanie logicznych uzasadnień w przypadku hipotetycznych niepowodzeń.
Grzegorz Dacko
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










