Afera goni aferę
Losy polskiej piłki (nie tylko ekstraklasy) przeplatają naprzemiennie: sportowy dramat, nieoczekiwane pojedyncze sukcesy i kuriozalne wybryki piłkarzy.
„Sportowe” wyrażenia nie ominęły nas także w ostatnich dniach, kiedy media zalewały nas potokiem informacji o nagannym postępowaniu piłkarzy reprezentacji. „Zalewały” – to chyba najbardziej adekwatne określenie, bacząc na stan zachowania piłkarzy.
Jeszcze kilka lat temu Polacy żyli aferą Rywingate. Praca nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych przyniosła aferę hazardową.
Tym razem przyszła pora na piłkarskie sensacje. Po „aferze lwowskiej” polscy kibice oswoić muszą się z kolejną nazwą futbolowego skandalu – „afera krakowska”. Główną rolę w spektaklu zagrali (dosłownie i w przenośni) Peszko i Iwański. Choć, jak przekonuje legenda polskiej piłki, Zibi Boniek, decydujący fragment przedstawienia przypadł dwóm Panom M. , którzy wcielili się w rolę „zalanych w trupa”.
Oczywiście, najbardziej frapującą kwestią jest w tej chwili odkrycie pseudonimów artystycznych dwóch „bohaterów” wieczoru. Internauci, z prokuratorską wręcz zręcznością i wnikliwością, przesądzili, że chodzi o braci Mrożek bądź duet Mengel&Mlato.
Jednak najbardziej zastanawiające w całej sytuacji jest zachowanie Franciszka Smudy. Biorąc pod uwagę, iż sprawa przedostała się do mediów, bez uprzedniego poinformowania trenera kadry o wybrykach jego podopiecznych lęk może budzić nie tylko atmosfera w drużynie. Zapewne wszyscy obawiamy się, czy w kadrze Smudy wcześniej dochodziło do tego typu, żałosnych skądinąd, wydarzeń.
Swoją drogą wydaje się, że media rozdmuchały całą sytuację do niewyobrażalnych wręcz rozmiarów. Sugerowanie przez niektórych komentatorów sportowych, iż hulanki i swawole miały miejsce po każdym meczu kadry wydaje się grubą przesadą. Z drugiej jednak strony, gdyby wyniki sportowe drużyny szły z libacjami kadrowiczów, zapewne żaden kibic niemiałby większych pretensji do reprezentacji.
Wydaje się, że rację miał niegdyś Janusz Wójcik, który przekonywał: lepszy [Wojciech]Kowalczyk prosto z baru, niż reszta polskich napastników.
Alkohol, czy niesportowy tryb życia towarzyszyły, towarzyszą i zapewne będą towarzyszyć polskiej (i nie tylko) piłce. Jak łatwo zauważyć, nie zmienią tego nawet rygorystyczne zasady prowadzenia kadry przez Franza Smudę.
Po całym zamieszaniu pozostaje gorycz i niesmak. Mam jednak nadzieję, że nie jest on wynikiem piwa nawarzonego przez piłkarzy.
pozdrawiam
Grzegorz Dacko
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany wątek nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










