Wygrali. I co teraz?
Lech swoim zwycięstwem na wyjeździe z Dnipro dał nadzieję polskim kibicom. Chociaż „nadzieję” piszę trochę na wyrost. Na elektrokardiografie polskiej piłki od jakiegoś czasu pokazującego ciągłą linię nagle kreska podskoczyła, co nie zawsze znaczy, że da się wskrzesić trupa.
Lech pokazał, że jest jeszcze szansa na przeciągnięcie serialu „Polskie kluby w europejskich pucharach, sezon 2010/11”. Niestety i tak szykuje się krótkometrażowa produkcja bez szczęśliwego zakończenia. Być może horror, jeśli drużyna „Kolejorza” szybko nie odnajdzie sposobu na poprawienie gry w ofensywie i strzelanie bramek (w tym momencie przypomina mi się blamaż epizod Amiki Wronki w pierwszej w historii fazie grupowej Pucharu UEFA – sezon 2004/05). No i oczywiście jak najszybsze pozbycie się Joela Tshibamby, który zaczyna zwyczajnie wkurwiać (nie denerwować, bo emocje jakie wzbudza czarnoskóry zawodnik są zbyt skrajne i jednoznaczne) zarówno kibiców, jak i kolegów z drużyny.
Czarnoskóry napastnik leżał na połowie rywala dobrą minutę, gdy Burić raz po raz był w dużych opałach. Odpoczywał symulując kontuzję, gdzie prawdziwy piłkarz zerwałby się i pogonił za rywalem. Przypomina to trochę scenę strzelaniny z filmu pt. „Kiler”, gdy ochroniarze „Siary” i „Lipskiego” leżeli udając rany postrzałowe: „Wstajemy? Leż! Zobaczymy kto zwycięży…”. Nasz kongijski „wojownik” po jakimś czasie potruchtał do linii środkowej, czekając na długą piłkę, czyli to co robił przez cały mecz – czekał. Właśnie… Czekał na piłkę, przy której ani razu nie potrafił się utrzymać. Nie wygrał ani jednego pojedynku główkowego, co też jest dziwne biorąc pod uwagę taktykę przyjętą przez trenera Jacka Zielińskiego (gra na wysokiego i silnego napastnika) oraz jego warunki fizyczne. Jestem gotów stwierdzić, że po wejściu na boisko na cztery minuty Jan Zapotoka zrobił więcej, niż Joel Tchibamba przez prawie cały mecz.
Serce do gry pokazał Manuel Arboleda. Biegał na całej długości i szerokości boiska, walczył o każdą piłkę, o każdy centymetr kartofliska w Dniepropietrowsku. Kilkakrotnie uchronił swój zespół od utraty gola. Mało tego, strzelił bramkę z trudnej pozycji, z (dosłownie!) przeciwnikiem na plechach. Powinien otrzymać najwyższą notę za to spotkanie i specjalną premię, bo jako obrońca stanowił 50% siły Lecha.
Autor: Piotr Piotrowicz
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
irek_oks, 2010-08-21 20:59:14
fajny tekstkibic, 2010-08-21 19:30:57
zajebiste
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Reklama










