mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

Felieton kibica

« Wróc do listy wątków

Data dodania: 2011-02-20 23:13:16

Kopciuszek na balu


blackpool football club herb.jpg

Stare piłkarskie porzekadło mówi, że „pieniądze nie grają”. W te słowa idealnie wpisuje się drużyna Blackpool Football Club.  Dlaczego? Ponieważ w sezonie 2009/2010, włodarze nadmorskiego klubu przeznaczyli na pensje dla swoich piłkarzy zaledwie 6 milionów funtów. Tylko jeden klub w The Championship, wydał mniej na wynagrodzenia...

 

 

Skąd się wzięli?

Blackpool FC, czyli po prostu „The Seasiders” - w luźnym tłumaczeniu „chłopcy znad morza”. Dlaczego znad morza? Dlatego, że miasto Blackpool leży nad Morzem Irlandzkim. Inne określenie, z jakim można się spotkać to „The Tangerines” - czyli zwyczajnie „Mandarynki” - jak mówi się na klub w Polsce. Określenie nie wzięło się znikąd. Mandarynki są koloru pomarańczowego a takie właśnie barwy, jako jedyny klub na Wyspach Brytyjskich, noszą piłkarze Blackpool FC.

Historia Blackpool Football Club sięga ponad stu lat wstecz. Jej początek datowany jest na rok 1877, gdy sformowany został Victoria Football Club, którego pierwszym prezesem był wielebny James Wayman. Pierwszym obiektem, na którym zespół rozgrywał swoje mecze, był Manchester's Filed przy ulicy Caunce w Blackpool.

Pierwsza dekada działalności zakończyła się rozwiązaniem Victorii Football Club i sformowaniem na jej podstawie drużyny Blackpool St Johns, w której grali głównie przedstawiciele najstarszych roczników szkoły St Johns. Wkrótce potem doszło do wewnętrznych sporów w drużynie. 26 lipca 1887 w wyniku tych dyskusji, zorganizowano spotkanie w hotelu Stanley Arms. Na spotkaniu, którym kierował pan Samuel Bankroft, podjęto decyzję, iż klub będzie nosił nazwę Blackpool Football Club.

W 1888 „The Seasiders” byli jednym z założycieli ligi Lancashire i przez 8 sezonów odgrywali ważną w niej rolę. W sezonie 1893-94 Blackpool wygrał rozgrywki, a rok wcześniej, jedynie gorszym bilansem bramek, ustąpił zwycięstwa Liverpoolowi.

W roku 1896, Blackpool rozegrał swój pierwszy mecz w ramach Football League. Awans do najwyższej ligi przypadł na rok 1930. Najbliżej mistrzostwa klub był natomiast w roku 1939. Oczywiście tylko wg kibiców „The Tangerines”. Po trzech rozegranych meczach, Blackpool z kompletem zwycięstw przewodził wówczas ligowej stawce. Sezonu jednak nie dokończono. Winna była temu niemiecka napaść na Polskę we wrześniu 1939 roku. Gdyby nie tamte wydarzenia, kto wie… być może dzisiaj klub mógłby się pochwalić choć jednym mistrzostwem Anglii.

Awans, awans, awans

Pierwszy krok w kierunku Premier League - jeżeli słowo „krok” jest tutaj odpowiednie - Blackpool zrobił w sezonie 2000/2001. Występująca w League Two (czwarta liga) drużyna, zajęła na koniec sezonu siódme miejsce (awans uzyskały trzy pierwsze drużyny, cztery kolejne o ostatnie premiowane awansem miejsce, grały w barażach). W półfinale play-off, los zetknął Blackpool z czwartym na koniec sezonu Hartlepool United. Pierwszy mecz odbył się na Bloomfield Road. Gospodarze wygrali 2:0 a obie bramki zdobył Brett Ormerod. Warto odnotować, iż na stadionie w Blackpool zjawiło się zaledwie 5.720 widzów. W rewanżu także lepsi okazali się popularni „The Seasiders”. Podopieczni Steve McMahon’a wygrali 3:1. Do siatki rywala po raz kolejny, dwukrotnie skierował piłkę Ormerod a raz uczynił to Hills. W finale play-off na Millennium Stadium w Cardiff, spotkały się zatem drużyny Blackpool FC i londyńskiego Leyton Orient. „Pomarańczowi” wygrali 4:2. Gole dla zwycięzców zdobywali kolejno: Hughes, Reid, Simpson i Ormerod.

Kolejny awans przypadł na sezon 2006/2007. Po sześciu latach gry w League One, Blackpool zajął trzecie miejsce w lidze, premiujące grą w barażach o The Championship. W półfinale przeciwnikiem podopiecznych Simona Graysona, był szósty na koniec sezonu Oldham Athletic. Pierwszy mecz rozegrano w Oldham a Blackpool po bramkach Barkera i Hoolohan’a wygrał 2:1. Dla gospodarzy z karnego trafił Liddell. Także w rewanżu lepsi byli piłkarze znad Morza Irlandzkiego. Na Bloomfield Road „Mandarynki” wygrały 3:1. Gole zdobywali kolejno: Southern, Morrell i Parker. Dla przegranych trafił Wolfenden. W finale play-off, rozegranym już na nowym stadionie Wembley, piłkarze Blackpool stanęli naprzeciw Yeovil Town. Przy niespełna 60 tysiącach widzów, pokonali swoich rywali 2:0. Trafienie Williams’a z rzutu wolnego a w drugiej połowie Parkera, zapewniły drużynie awans na zaplecze Premier League.

W sezonie 2007/2008 piłkarze beniaminka zajęli odległe, 19 miejsce w tabeli. Odrobinę lepszy był sezon 2008/2009, gdy klub skończył rozgrywki na miejscu 16. A co się wydarzyło w kolejnym sezonie?

Zwycięskie baraże

Sezon 2009/10 „Mandarynki” ukończyły na szóstym miejscu w The Championship – tracąc aż 32 punkty do pierwszego Newcastle i zyskując zaledwie 10 oczek nad dwunastym Doncaster Rovers. Niby żaden wyczyn. Ale czy na pewno…

W półfinale play-off, Blackpool dwukrotnie pokonał wyżej notowane Nottingham Forest. O ile zwycięstwo 2:1 na własnym obiekcie było spodziewane. O tyle pokonanie 4:3 trzeciego na koniec sezonu Nottingham, i to na ich boisku, uznano już w Anglii za sporą niespodziankę. W pierwszym meczu dla zwycięzców trafiali Southern i z rzutu karnego Adam. W Nottingham natomiast, trzy bramki były dziełem Campbell’a a jedna Dobbie’go.

W finale play-off na Wembley, przeciwnikiem Blackpool byli piłkarze walijskiego Cardiff City. Także i tutaj kibice zgromadzeni na stadionie byli świadkami sporej sensacji. „The Seasiders” po bardzo emocjonujących zawodach i bramkach Adama z rzutu wolnego (13.), Taylora-Fletchera (42.) i Ormeroda (45.) pokonali Walijczyków 3:2. Dla pokonanych trafił Chopra (9.) i Ledley (37.). Wygrana i awans do Premier League, to była prawdziwa bomba - zarówno dla kibiców Blackpool, jak również działaczy i samego trenera.  Drużyna zwycięzców wystąpiła w składzie: Matthew Gilks – Séamus Coleman, Alex Baptiste, Ian Evatt, Stephen Crainey - David Vaughan (92. Barry Bannan), Keith Southern, Charlie Adam (c) – Brett Ormerod (60. Stephen Dobbie), D.J. Campbell, Gary Taylor-Fletcher (52. Ben Burgess).

Zespół Blackpool FC w ciągu dziewięciu lat przebył drogę z czwartej ligi do Premiership – o stopień wyżej, zawsze awansując po zwycięskich meczach play-off, co stanowi jedyny taki przypadek na Wyspach Brytyjskich.

Awans do Premier League oznacza wpłynięcie do klubowej kasy, aż 90 milionów funtów - przelanych na konto klubu w ciągu trzech następnych lat. Dla porównania, zwycięzca Ligi Mistrzów dostaje „tylko” nieco ponad 30 milionów.
Blackpool został tym samym, klubem numer 44 w historii Premier League, jak od 1992 roku, nazywana jest najwyższa klasa rozgrywkowa w Anglii.

Piłkarze, których wielkim kibicem jest m.in. Książe William, wrócili do Premier League po niemal 40-letniej przerwie. Od spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej w sezonie 1970/1971, walczyli głównie na trzecim i czwartym froncie.

„Ollie”

Tego awansu prawdopodobnie by nie było, gdyby nie menedżer Ian Holloway. Dodajmy, że bardzo cierpliwy menadżer. Gdy trener, który rok wcześniej spadł do League One z drużyną Leicester City, przybył na rozmowę kwalifikacyjną, Karl Oyston - szef Blackpool, kazał mu niespełna godzinę czekać na korytarzu. Ten nie marudził. Swoje odczekał a rok później świętował swój, póki co, największy sukces w karierze trenerskiej. Sukces tym większy, iż jak to już zostało napisane, odniesiony w klubie o niemalże najniższym budżecie na zapleczu Premier League.

O wielkich zasługach Holloway’a głośno mówią także jego piłkarze, którzy zgodnie twierdzą, że to trener wpoił im mentalność zwycięzców, i z drużyny, która zajmowała odległe miejsca w The Championship, stworzył doskonale rozumiejący się team. Jest ceniony za umiejętność motywacji i ofensywny styl gry, z którego nie rezygnuje nawet, gdy mierzy się z najlepszymi w lidze.

Mimo, iż Holloway gdy sam był piłkarzem, występował najczęściej w defensywie, w Blackpool od razu wprowadził system gry z trzema napastnikami. Mówił, że chce grać jak Barcelona i reprezentacja Hiszpanii. Oczywiście zachowując odpowiednie proporcje. Piłkarze mają wymieniać dziesiątki krótkich podań, długo utrzymywać się przy piłce a w odpowiednim momencie ukłuć przeciwnika. Przynosiło to pożądany sukces w drugiej lidze a przez długi czas także w Premier League. Trzeba jednak przyznać, iż Holloway, jest niejako zmuszony do tak ofensywnej gry. Blackpool posiada bowiem bardzo słabą linię obrony. Trener, by nie narażać zespołu na kiksy defensorów, stwierdził, iż najlepiej prowadzić grę po drugiej stronie boiska. Wszak najlepszą obroną jest atak.

Prezes Blackpool, podpisując kontrakt z Holloway’em, parafował jedynie roczną umowę. Ta miała zostać automatycznie przedłużona jeżeli… zespół utrzyma się na zapleczu Premier League. Popularny „Ollie”, jak nazywany jest przez kibiców i dziennikarzy - mało tego, że zespół utrzymał w The Championship – to jeszcze zajął z nim szóste miejsce na koniec sezonu i poprzez baraże, wprowadził „Mandarynki” do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Czy za ogromny sukces, jaki wspólnie ze swoimi podopiecznymi osiągnął, został w jakiś szczególny sposób wynagrodzony? Tego nie wiadomo. Możemy być jednak pewni, że prezes klubu, w tym jednym przypadku nie poskąpił grosza.

Ian Holloway mocno ożywił Premier League swymi barwnymi wypowiedziami. Wywiady z nim to czysta przyjemność. Wystarczy zadać pytanie i podstawić dyktafon. Holloway nie ignoruje dziennikarzy i zawsze znajdzie czas, by porozmawiać z mediami. Niekoniecznie na tematy stricte piłkarskie.

Zasłynął szczególnie, gdy porównał walkę o ligowe punkty do zdobywania kobiet na parkiecie nocnego klubu. Fakt, ta laska nie była zbyt piękna, ale ostatecznie udało się ją wepchnąć do taksówki i potem było już całkiem miło – rzekł po ciężko wywalczonej ligowej wygranej w The Championship.

Wierzę w to, co robię. Innych ludzi tez potrafię przekonać, żeby robili to, czego od nich oczekuję. Mógłbym nawet sprzedawać śnieg Eskimosom… - na temat swoich zdolności interpersonalnych.

Nie widzę problemu, gdy piłkarze zdejmują koszulki po zdobytej bramce. To przyciąga młode kobiety na stadion. Oczywiście nie na nasz obiekt, bo moi piłkarze są wyjątkowo brzydcy - o radości ze zdobywanych goli.

Czemu nie można zainstalować kamer na boisku piłkarskim? Połączono by je z laptopami, które będą podpowiadały sędziemu, jaką decyzję podjąć. Nawet średnio wytresowany szympans mógłby się tym zajmować. Obecny system tkwi w czasach, gdy mieszkaliśmy w grotach i wciągaliśmy do nich kobiety za włosy. Oczywiście nie pytając je o zdanie. Czasy się zmieniły. Mamy XXI wiek! - na temat konieczności postępu technologicznego w piłce.

Musimy ją pieścić, kochać i nie pozwalać dotykać nikomu innemu - o długim utrzymywaniu się przy piłce.

Ja i to miasto jesteśmy do siebie podobni. Oboje lepiej wyglądamy w nocy - to z kolei wypowiedź odnosząca się do miasta Blackpool.

Ian Holloway w oczach kibiców Blackpool FC

Ian Holloway jest osobą niezwykle charyzmatyczną, co szczególnie widoczne jest w wywiadach, które udziela. Jest geniuszem, jeżeli chodzi o taktykę i zarządzanie drużyną. „Ollie” zrobił z piłkarzy niechcianych w innych klubach, naprawdę przyzwoitą drużynę. Nasi zawodnicy (Charlie Adam, David Vaughan, Dekel Keinan) są teraz pożądani przez inne, znacznie silniejsze kluby. Dzięki niezwykłej atmosferze, którą stworzył w drużynie, przyszłość klubu zapowiada się w odrobinę jaśniejszych kolorach, aniżeli miało to miejsce jeszcze w sierpniu.

Holloway jest niezwykle barwną postacią, co doskonale uzupełnia się z… naszymi pomarańczowymi koszulkami, które nosimy na boisku. Mówiąc całkiem poważnie, Holloway, jest wspaniałym menadżerem i strategiem. Doskonale wie, w jaki sposób współpracować z prasą, tak by presja za wyniki nie spoczywała na barkach piłkarzy.

Jest bardzo ważnym ogniwem w klubie i chyba jedynym menadżerem, który postawił się naszemu prezesowi. Powiem więcej – postawił się i wyszedł z tego sporu zwycięsko. Otrzymał dodatkowe fundusze na utrzymanie drużyny i wzmocnienia - tak przed sezonem jak i w zimowym okienku transferowym. Myślę, że to wynika ze wzajemnego szacunku, jakim darzą siebie obaj panowie. Karl Oyston ufa trenerowi bardziej, niż jakiemukolwiek szkoleniowcowi, z którym pracował wcześniej. To chyba było kluczem do sukcesu w ostatnim półtoraroczu.

Ian Holloway jest jednym z najlepszych menadżerów, jacy kiedykolwiek pracowali w klubie. Niezawodny w tym co robi. Wprowadził nas do Premier League a teraz wierzymy, że dzięki niemu, nasza przygoda z najwyższą klasą rozgrywkową w Anglii, potrwa dłużej aniżeli rok. Wtedy będzie tutaj traktowany jak Bóg.

Ostatnio dużo myślałem o naszym trenerze. Jeśli mam być szczery, to nie wyobrażam sobie Blackpool FC z innym menadżerem. We wcześniejszych latach często zastanawialiśmy się, jaki trener byłby najlepszy w naszym klubie. To Holloway. Żaden inny szkoleniowiec nie będzie miał tak dużego wpływu na drużynę, na klub a nawet na miasto - jaką ma Holloway, odkąd przyszedł do Blackpool.

http://www.blackpool.vitalfootball.co.uk/forum/category-view.asp /

Blackpool, czyli brytyjskie Las Vegas

Miasto w regionie North West England i hrabstwie Lancashire. Położone jest nad Morzem Irlandzkim i zamieszkuje je około 150 tys. ludzi. Jest ośrodkiem przemysłu lotniczego, samochodowego oraz turystycznego. W mieście znajduje się także port lotniczy, który ulokowany niespełna 5 km od centrum, obsługuje ok. 460 tys. pasażerów rocznie. Blackpool to także bardzo popularne w lecie, letnisko. W mieście znajduje się największy angielski park rozrywki Pleasure Beach, z kolejką górską, dawniej najszybszą na świecie. Znakiem rozpoznawczym miasta, jest Blackpool Tower – najwyższa budowla w mieście, otwarta w 1894 roku. Wzorowana na wieży Eiffla. Mierzy 158 metrów wysokości i mieści się w niej m.in. Sala Balowa, Cyrk, Akwarium oraz Restauracja. W Blackpool znajdują się także trzy mola: Północne Molo (503 metry długości, otwarte w 1863 roku) – z małym pasażem handlowym i teatrem, Centralne Molo (339 metrów długości, otwarte w 1868 roku) – z diabelskim młynem i licznymi sklepikami i Południowe Molo (149 metrów długości, otwarte w 1893 roku) – z salonem gier i restauracją. Dla zwiedzających jest także Blackpool Zoo, w którym przebywa około 1500 zwierząt z całego świata, liczne kasyna oraz piaszczysta plaża na całej długości wybrzeża. Co roku w Blackpool organizowany jest największy Międzynarodowy Turniej Tańca Towarzyskiego. Od czasu, kiedy miasto przeżywało swoje wielkie chwile, minęło już wiele lat. Jeszcze więcej wiosen minęło od ostatniego i zarazem jedynego wielkiego sukcesu, jaki przypadł w udziale piłkarzom znad Morza Irlandzkiego. Złoty okres klubu, to bowiem początek lat 50-tych.

Matthews final

Największym sukcesem Blackpool FC jest zdobycie Pucharu Anglii w roku 1953. FA Cup „Mandarynki” zdobyły po finałowym zwycięstwie 4:3 nad Bolton Wanderers. Warto tutaj wspomnieć, że jeszcze 25 minut przed końcem „The Seasiders” przegrywali 1:3. Gole dla Blackpool zdobyli: Stan Mortensen trzy (35., 68., 89.) oraz Perry (92.). Dla przegranych trafiali: Lofthouse (2.), Langton (40.) i Bell (55.). Blackpool wystąpił w składzie: George Farm - Eddie Shimwell, Harry Johnston (c), Ewan Fenton, Tommy Garrett - Cyril Robinson (ostatni żyjący), Ernie Taylor, Jackie Mudie, Stanley Matthews - Stan Mortensen, Bill Perry.

Hat-trick ustrzelony przez Stanley’a Mortensena, był pierwszym i zarazem ostatnim, na starym stadionie Wembley w meczu o FA Cup. Bohaterem spotkania został jednak inny Stan. Ten, który asystował Mortensonowi przy zdobywanych golach. Chodzi o oczywiście o Stanley’a Matthews’a. Także finał z roku 1953 przeszedł do historii, jako „Matthews Final”.

Mówisz Reiss, myślisz Lech Poznań. Mówisz Sir Stanley Matthews, myślisz Blackpool FC. Co ciekawe, Matthews wcale nie urodził się w Blackpool a w Stoke, gdzie zresztą grał na początku i na końcu swojej kariery. Także w Stoke, obok stadionu Britannia Stadium, stoi pomnik Stana Matthews’a. Przy stadionie Blackpool stoi natomiast pomnik Stana Mortensena. Każdy ze Stanów ma zaś trybunę swojego imienia na stadionie „Mandarynek”.

Matthews urodził się w 1915 roku. Gdy przybywał do Blackpool miał już 32 lata. Grał tam jednak nieprzerwanie przez 14 sezonów. W najwyższej lidze w Anglii grał do 50. roku życia i był najstarszym piłkarzem w jej historii, oraz najstarszym w historii reprezentantem Anglii. Pierwszy i ostatni mecz Matthewsa’a w kadrze Synów Albionu dzieliły 23 lata (1934-1957). Był abstynentem i wegetarianinem. Każdy dzień w Blackpool, zaczynał od kilometrowych przebieżek po miejscowej plaży. Matthews był pierwszym w historii zdobywcą Złotej Piłki „France Football” – w 1957 roku, oraz jedynym piłkarzem, który został odznaczony tytułem szlacheckim jeszcze w czasie trwania kariery zawodniczej – w 1965 roku. Na boisku wyróżniał się nienaganną postawą. Wystąpił w ponad 700 meczach ligowych i nigdy nie został nawet upomniany za zbyt brutalną grę. Kartek jeszcze wówczas nie było. Matthews był skrzydłowym. Nie zdobywał wielu bramek (dla Stoke i Blackpool zdobył  ich zaledwie 71). Wolał podawać oraz dryblować. A był w tym niedościgniony. Asystował i mijał rywali na prawym skrzydle, niczym alpejczyk tyczki, podczas zjazdu w slalomie gigancie.

Bloomfield Road

Blackpool FC od ponad stu lat grają na wysłużonym obiekcie przy Bloomfield Road. Pod koniec ubiegłego stulecia zaczęła się przebudowa stadionu. Zburzono stare trybuny i zaczęto stawiać nowe. Szybko jednak wyschło źródło z pieniędzmi i ostatecznie stanęły tylko dwie trybuny. Najdłuższa - West Stand - trybuna zachodnia, z ułożonym napisem „Seasiders” oraz North Stand - trybuna północna z napisem „B.F.C”. Po przeciwległej stronie do West Stand dostawiono później prowizoryczną trzecią trybunę - East Stand. W poprzednim sezonie pojemność Bloomfield Road wynosiła zaledwie 9.491 widzów. Stadion odwiedzało średnio 8.611 osób, co stanowiło 90.7% pojemności całego obiektu (rok wcześniej ta średnia wynosiła 7.842). Tylko na jednym stadionie w lidze chodziło mniej ludzi, aniżeli w Blackpool. 10 marca przed ligowym meczem z Crystal Palace, otwarta została trzecia trybuna - South Stand - trybuna południowa z napisem „Armfield”, która zwiększyła całkowitą pojemność stadionu do 12.555 (wg innych źródeł 12.682). Najwyższą frekwencję w minionych rozgrywkach zanotowano w ostatnim meczu sezonu. Zwycięski, bo premiujący awansem do fazy play-off remis z Bristol City, obejrzało 12.296 widzów. Obecnie stadion Bloomfield Road może pomieścić 16.220 widzów. A to za sprawą nowej trybuny - East Stand - trybuny wschodniej o pojemności 5.120 miejsc, która przed rozpoczęciem sezonu 2010/2011, stanęła w miejsce starej dostawianej. Stadion Bloomfield Road jest najmniejszym obiektem w historii Premier League. Obiekt „Mandarynek” jest o prawie 10 tysięcy miejsc mniejszy, od drugiego najmniejszego stadionu w lidze - JJB Stadium w Wigan. Władze klubu podjęły już jednak decyzje o rozbudowie Bloomfield Road. Ta ma się rozpocząć jeszcze przed startem sezonu 2011/2012 i to bez względu na to, w której lidze rozgrywki rozpocznie Blackpool. Stadion ten jest także jedynym w najwyższej klasie rozgrywkowej, który nie ma podgrzewanej murawy.

Biedni ale waleczni

W porównaniu z innymi klubami The Championship, piłkarzom Blackpool płacono niewiele. Nie zmieniło się to również po awansie do Premier League. Klub kupuje graczy młodych i utalentowanych. Jeszcze do niedawna rekordowym transferem w historii klubu było pozyskanie Charliego Adama, za którego działacze z Blackpool zapłacili Glasgow Rangers zaledwie 500 tysięcy funtów. Pomocnik Blackpool FC, kosztował tyle, co kilka tygodniówek piłkarzy Chelsea czy Manchesteru United. Pieniądze zwróciły się jednak z nawiązką, bo szkocki pomocnik okazał się najlepszym graczem i strzelcem „Mandarynek” w sezonie 2009/10. Piłkarz, który na Bloomfield Road gra od wiosny sezonu 2008/09, w poprzednich rozgrywkach zdobył 19 bramek - w tym jedną przeciwko Cardiff na Wembley. Na przeciwległym biegunie znajduje się Alex Baptiste - prawy obrońca, za którego zapłacono Mansfield Town… zaledwie 5 tysięcy funtów.

Drugiego gola dla Blackpool na Wembley strzelił Gary Taylor-Fletcher. Kiedyś jedynie Fletcher, ale po ślubie z Viv Taylor, zmienił nazwisko na dwuczłonowe, dodając Taylor. Dlaczego? Bo za dużo jest Fletcherów w Anglii i nie chciał być kojarzony z innymi piłkarzami o tym samym nazwisku.

Jak niespodziewany był sukces Blackpool, niech świadczą słowa strzelca zwycięskiego gola w finale play-off, Bretta Ormeroda. Czuję się tak, jakbym znalazł się na księżycu bez rakiety i kasku – powiedział tuż po meczu.

Na Wembley Ormerodowi partnerował w ataku Dudley Campbell. Do Blackpool został wypożyczony tylko dlatego, że nie mieścił się w składzie Leicester City - zespołu również walczącego w barażach o awans do Premier League. To właśnie w Leicester, w sezonie 2007/2008, Campbell poznał trenera Holloway’a. Znajomość obaj panowie kontynuują w Blackpool, do którego DJ już w trakcie trwania sezonu 2010/2011 został sprowadzony na zasadzie transferu definitywnego. Kwota z początku nieujawniona, szybko przedostała się do wiadomości publicznej. „Lisy” otrzymały za swojego piłkarz 1.2 miliona funtów, co jest rekordem transferowym w Blackpool. Piłkarz podpisał dwuletni kontrakt z opcją przedłużenia na kolejne dwanaście miesięcy.

Oprócz wyżej wymienionych graczy o sile Blackpool w sezonie 2009/10 decydowali także stojący w bramce, Paul Rachubka i Matthew Gilks, bramkostrzelny obrońca Ian Evatt, prawy defensor Neal Eardley, piłkarz o najdłuższym stażu w drużynie Keith Southern, defensywny pomocnik David Vaughan, wypożyczony z Evertonu Seamus Coleman oraz doświadczony napastnik Jeson Euell.

Widać tutaj, że skład, który doprowadził Blackpool do piłkarskiego raju, to zbieranina piłkarskich wyrzutków i zawodników pozyskanych za bezcen.

Wydawałoby się, iż po awansie do Premier League, wzmocnienia będą niezbędne. Władze klubu szybko jednak zapowiedziały, skądinąd bardzo słusznie, iż do klubu w dalszym ciągu będą przychodzili wyłącznie gracze tani, bądź niechciani w innych klubach. Prezes klubu Karl Oyston podjął decyzję, iż zarobione za awans pieniądze przeznaczy na rozbudowę obiektu i poprawę infrastruktury treningowej. Gdy klub awansował do Premier League, władze ligi zażądały spotkania z szefami najważniejszych działów w klubie. Oyston odpowiedział jednak, że w Blackpool nie ma działów, o szefach nie wspominając. Dodał, że za administrację odpowiada on i sekretarz - jednocześnie pełniący rolę rzecznika prasowego. W klubie znad Morza Irlandzkiego jest tak od lat - bez wielkich pieniędzy i nowoczesnego obiektu.

Przed sezonem 2010/2011 do zespołu „Mandarynek” dołączyło aż dziewięciu nowych graczy. Jednak tylko trzech z nich wywalczyło sobie miejsce w wyjściowym składzie.  Obok wspomnianego już wcześniej DJ Campbell’a, który do klubu przybył 30 sierpnia 2010 roku, szeregi „The Saiseders” zasilili także: Dekel Keinan, David Carney, Craig Cathcart, Ludovic Sylvestre, Elliot Grandin, najbardziej doświadczony w tym gronie Marlon Harewood, wypożyczony z Derby County Luke Varney oraz młodziutki Matthew Phillips - kupiony z Wycombe Wanderers za 350 tys. funtów. Kwota ta jednak wzrośnie do 700, jeżeli Blackpool utrzyma się w lidze.

Przed rozpoczęciem sezonu 2010/2011, w kadrze Blackpool było zaledwie trzech piłkarzy, którzy wcześniej zaistnieli w Premier League. To  Jason Euell (261 gier – 56 goli), zarabiający zaledwie 8 tyś. funtów tygodniowo, Marlon Harewood (121-23) oraz Brett Ormerod (80-11). Ten pierwszy grał jednak niewiele i w trakcie trwania rozgrywek został wypożyczony do występującego w The Championship, Doncaster Rovers. Ormerod natomiast pełni najczęściej rolę rezerwowego i na boisku pojawia się na ostatnie minuty meczu.

Ich miejsce w ataku zajął najskuteczniejszy obecnie napastnik „Mandarynek”, DJ Campbell oraz sprowadzony zimą z Glasgow Rangers, były snajper Southampton – James Beattie, który z kolei posadził na ławce rezerwowych byłego gwiazdora West Hamu United, Marlona Harewood’a.

Piłkarze z prawie zerowym doświadczeniem w najwyższej klasie rozgrywkowej, przez kilka tygodni byli prawdziwą rewelacją rozgrywek – długo utrzymując się w środku tabeli - i niejednokrotnie ucierając nosa możniejszym od siebie. W ostatnim czasie znacznie jednak spuścili z tonu i strefa spadkowa poważnie zajrzała w oczy ekipie Holloway’a. Niemniej, fani Mandarynek ciągle wierzą, iż pobyt w Premier League potrwa nieco dłużej, aniżeli 12 miesięcy.

Sukces piłkarzy Blackpool powinien być bodźcem dla innych mniejszych klubów w Anglii. Pokazuje bowiem, że wolą walki i hartem ducha, nawet przy niewielkich nakładach finansowych, można osiągnąć spory sukces.

 

 

Marcin SMYTRY



Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik



PremierLigowiec, 2011-02-24 18:45:05

Jaaaaa Jak najbardziej taaak!!! Chciałoby się rzec, więcej tak dopracowanych artykułów! Szczególnie o Premiership:) Ciężko znaleźć tyle ciekawych wiadomości, tym bardziej o takim "kopciuszku" jak Blackpool. Wiedza poszerzona, o koleiny angielski team;D Wielkie dzięki za tekst:)

KBN, 2011-02-22 20:49:34

Bardzo ciekawy artykuł. Interesuję się Premier League, choć nie na tyle, by poznawać historię i szczegóły sukcesu póki co raczkującej w tejże lidze drużyny Blackpool a mimo to powyższa treść mnie wciągnęła. Tak napisany felieton zachęca do czytania nawet o klubach, których niekoniecznie się zna a to nawet lepiej, bo chcąc nie chcąc się pozna - wręcz zmusza do tego sam artykuł napisany dobrze zarówno pod względem merytorycznym, jak i stylistycznym i ortograficznym, czego próżno szukać w wielu populistycznych serwisach. Fan Premier League podejrzewam, że chętnie "przytuliłby" po takim opracowaniu każdej z drużyn tej ligi! Good job!

Dodaj komentarz

Skomentuj wątek

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik


Reklama