mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

Aktualności

« Powrót do strony głównej

Data dodania: 2011-12-24 09:58:34
Autor: Wojciech Piela

Angielski Przerywnik

W ostatniej kolejce przed Świętami Bożego Narodzenia czekało nas kilka ciekawych starć w angielskiej Premier League. We wtorek naprzeciwko siebie w meczu o wszystko przeciwko siebie stanęło przedostatnie Blackburn i ostatni Bolton, w środę swoje mecze grały drużyny z Manchesteru oraz Arsenal, a w czwartek hitowe dokończenie kolejki czyli derby Londynu Tottenham - Chelsea. Aferę na Wyspach wywołała również kara dla Luisa Suareza za rzekome obrażanie Patrice'a Evry. Według nas zupełnie niesłuszna i bezpodstawna. 

Podsumowanie zaczynamy właśnie od wtorku i starcia Blackburn z Boltonem na Ewood Park. Przed meczem zapowiadano, że porażka może oznaczać zwolnienie menedżerów obu zespołów Steva Keana i Owena Coyle'a. Zwłaszcza ten pierwszy jest od wielu tygodni na cenzurowanym u kibiców Blackburn, u których hitem są teraz koszulki z napisem: ,,100% ROVERS, 0% KEAN, VENKY'S". Venky's czyli hinduscy właściciele drużyny z Ewood Park, którzy w zeszłym sezonie, gdy wchodzili do klubu zapowiadali sprowadzenie takich gwiazd jak Kaki czy Ronaldinho, którzy mieli przywrócić klubowi dawną świetność. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna, chociaż i tak letnie transfery Blackburn w jakimś tam stopniu można uznać za udane, bo Simon Vukcevic czy Yakubu spełniają pokładane w nich nadzieje. Gorzej ze Scottem Dannem, który przyczynił się jako obrońca do słabej postawy drużyny w defensywie czy Davidem Goodwilliem, który przychodził jako gwiazda szkockiego Dundee United, a jak na razie nie strzelił w Premier League ani jednej bramki. Przed spotkaniem ciężko było wskazać faworyta, bo wcale lepiej nie spisywała się ekipa Coyle'a, która była ostatnia w tabeli przed tym meczem. W całym sezonie odniosła tylko trzy zwycięstwa, z czego dwa na wyjeździe i właśnie w tym należało upatrywać szansy dla Kłusaków, gdyż mecz był rozgrywany na stadionie Blackburn. Słabo spisywała się szczególnie obrona Boltonu, która straciła najwięcej goli w lidze, a może to dziwić gdyż stoperem jest tam reprezentant Anglii, którym od dawna interesują się możni nie tylko angielskiego futbolu(w lecie mówiło się nawet o Barcelonie!) - Gary Cahill. W ataku występuje największa gwiazda drużyny Ivan Klasnić, który zaliczył w obecnych rozgrywkach 7 bramek. Zresztą podobnie jest w ekipie Keana gdzie najlepszym zawodnikiem jest również napastnik Yakubu, który ze swoimi 9 bramkami znajdował się w czołówce klasyfikacji strzelców. Spotkanie lepiej rozpoczęli goście, którzy już w 5 minucie objęli prowadzenie po uderzeniu Marka Daviesa, dla którego był to pierwszy gol w tym sezonie. Owen Coyle oszalał z radości, natomiast osłupiały Kean wyglądał przy nim jak zwłoki. Stadion Blackburn również pogrążył się w konsternacji, kibice zaczęli śpiewać przyśpiewki przeciwko szkockiemu menedżerowi, które nasiliły się jeszcze bardziej w 30 minucie, gdy Nigel Reo-Coker wykończył akcję Martina Petrova podwyższając prowadzenie. Wynik 0:2 utrzymał się do przerwy, a mogło być jeszcze wyżej, gdyż Kłusaki powinni strzelić jeszcze co najmniej jednego gola, natomiast Blackburn grało bardzo słabo i nic nie zapowiadało jakiegoś cudownego odrodzenia ekipy Keana. Początek drugiej odsłony znów należał do gości, którzy jednak nie potrafili podwyższyć prowadzenia. Do głosu zaczęli za to dochodzić gospodarze, a w 67 minucie swojego dziesiątego gola w sezonie zdobył Yakubu po kapitalnym podaniu najlepszego zawodnika Blackburn w tym meczu - Davida Hoiletta. Stadion w tym momencie jakby odżył kibice na koszulki domagające się zwolnienia Keana założyli trykoty, w których występują w meczach ich ulubieńcy i zaczęli głośno dopingować swój zespół. Do końca meczu to Blackburn miało inicjatywę, oddało w całym meczu łącznie 10 celnych strzałów, ale nie wygrało tego meczu. Im bliżej było końca meczu kibice gospodarzy znów zaczynali odsłaniać transparenty w stylu: KEAN OUT czy HO,HO,HO, STEVE KEAN TIME TO GO! Bolton natomiast odniósł pierwsze zwycięstwo od 5 meczów i dzięki temu zepchnęło swoich wtorkowych rywali na ostatnie miejsce w tabeli Premier League. W Boxing Day Bolton czeka mecz z Newcastle na Reebok Stadium, natomiast Kean i jego drużyna pojadą na Anfield by zagrać z Liverpoolem. Mimo kolejnej żenującej porażki Szkot pozostał na razie na stanowisku. Jak długo jeszcze?
W innym wtorkowym spotkaniu Wolves zremisowało na Molineux z Norwich 2:2. Podopieczni menedżera 2011 roku wg Sky Sports - Paula Lamberta dwukrotnie obejmowali w tym meczu prowadzenie, jednak nie udało im się tego spotkania wygrać. Na Wigilię Wilki Micka McCarthy'ego są tuż nad strefą spadkową na 17 miejscu, natomiast Kanarki zajmują dziewiątą lokatę w górnej połowie tabeli.
W środę czekały nas spotkania drużyn z Manchesteru, Arsenalu oraz Liverpoolu. The Reds po fajnym, efektownym triumfie nad Aston Villą pojechali do Wigan na mecz z 18 drużyną w tabeli. W poprzedniej kolejce podopieczni Roberto Martineza sprawili niespodziankę remisując na DW Stadium z Chelsea, teraz chcieli spłatać figla innej drużynie z czołówki. Cieniem na spotkanie położyła się jednak afera Luisa Suareza, który został ukarany przez FA za rasistowskie tekstu wobec Patrice'a Evry podczas meczu Liverpool - Manchester United 16 października(1:1) 8 meczami dyskwalifikacji i 40000 funtów grzywny. Kara zacznie działać dopiero po rozpatrzeniu odwołania złożonego przez Liverpool Football Club więc Urugwajczyk w meczu z Wigan jeszcze zagrał. Wielu kibiców The Reds jest jednak oburzonych rozmiarami kary nałożonej przez związek, zwłaszcza, że została ona oparta tylko na zeznaniach Evry. Z Suarezem solidaryzują się także piłkarze, którzy wyszli w środę na rozgrzewkę w koszulkach z przodu z cieszącym się z bramki Urugwajczykiem a z tyłu z napisem 7 SUAREZ. Specjalnie oświadczenie wydał również klub, który potępia decyzję FA, zapewnia odwołanie i wspiera najlepszego strzelca Czerwonych w tym sezonie. Według mnie zachowanie angielskiej federacji, jest kolejnym przejawem wspierania drużyny Manchesteru United. Od wielu lat stosunek wielu ludzi związanych z angielską piłką do federacji jest negatywny, a federacja swoimi działaniami wcale nie poprawia swojego wizerunku. Może FA nie jest w Anglii tak znienawidzona jak u nas PZPN, ale z pewnością lubiana nie jest. No jak można skazać zawodnika na 8 meczów kary tylko na podstawie zeznań rywala w walce o tytuł i piłkarza klubu nielubianego przez fanów The Reds?! To wie tylko FA... Oby odwołanie okazało się skuteczne, bo jeśli nie to Liverpool będzie musiał sobie radzić bez swojego najlepszego strzelca i wydaje się, że w zimie bez zakupów się nie obejdzie. Na celowniku Kennego Dalglisha są Lukas Podolski, Karim Benzema czy Polak Robert Lewandowski, którego już na poważnie wymienia się wśród potencjalnych celów transferowych Czerwonych. Co do samego meczu, to było to kolejne frustrujące przeżycie dla kibiców Liverpoolu, spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Charlie Adam nie wykorzystał w tym spotkaniu jedenastki, co jeszcze bardziej potęguje żal kibiców The Reds. Zwłaszcza, że był to już czwarty zmarnowany rzut karny w tym sezonie na pięć wykonywanych! Dorzucając do tego jeszcze 17 słupków i poprzeczek jakie zaliczyli w tych rozgrywkach podopieczni Dalglisha można stwierdzić, że drużyna ma straszny niefart w tym sezonie. Teraz czeka ich mecz u siebie z Blackburn, który The Reds powinni teoretycznie wygrać bez wysiłku. Jak jednak będzie przekonamy się w Boxing Day.
Bez historii zwycięstwa odniosły natomiast Manchester City i Manchester United. Czerwone Diabły rozbiły na wyjeździe Fulham 5:0, a wartym odnotowania wydarzeniem jest to, że pierwszego gola w tym sezonie w lidze zdobył król strzelców tych rozgrywek w zeszłym sezonie Dymitar Berbatow. Bułgar dopełnił dzieła, strzelając ładnego gola pięta na 5:0. The Citizens pokonali natomiast u siebie 3:0 Stoke i utrzymali pozycję lidera. To niewiarygodne, ale jak do tej pory drużyna Manciniego wygrała w lidze wszystkie mecze u siebie tracąc w nich tylko 4 gole! Bohaterem starcia z The Potters był Argentyńczyk Sergio Aguero, który strzelił dwie bramki. Trzecią dołożył Adam Johnson.
Wiele ciekawych rzeczy działo się natomiast na Villa Park, gdzie zmierzyły się Aston Villa z Arsenalem. Faworytem mimo porażki w niedzielę z Manchesterem City byli Kanonierzy i to oni mimo początkowych kłopotów objęli prowadzenie w 17 minucie gry. Strzelcem okazał się nie kto inny jak Robin Van Persie, który pokonał Brada Guzana strzałem z rzutu karnego. To 16 gol w sezonie Holendra w tych rozgrywkach. Do końca pierwszej połowy utrzymał się remis jednak druga połowa zapowiadała się bardzo ciekawie, gdyż po stracie gola podopieczni Alexa McLeisha nie załamali się i mogli wyrównać jeszcze przed przerwą. Udało im się to po wznowieniu gry, a Wojciecha Szczęsnego pokonał Marc Albrighton. Ponowne prowadzenie Kanonierom mógł dać trzy minuty później Per Mertesacker, ale dobrze interweniował bramkarz gospodarzy. Po stronie Aston Villi szansę na zmianę rezultatu miał natomiast Ciaran Clark, ale nie trafił w światło bramki. W końcówce jednak piłkarze Wengera podkręcili tempo, a piłkę do siatki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Van Persiego głową skierował najniższy na boisku wprowadzony kilka minut wcześniej Yossi Benayoun. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie, natomiast mieliśmy ciekawe zdarzenie związane ze szkockim defensorem Aston Villi Alanem Huttonem, który w ciągu dwóch minut zarobił dwie żółte kartki i wyleciał z boiska.
Zwycięstwa w tej kolejce odniosły także Everton, Sunderland oraz WBA. Szczególnie na pochwałę zasługują piłkarze Roya Hodgsona, dla których było to już drugie zwycięstwo z rzędu. Anglik udanie pracując na The Hawthorns według mnie udowadnia, że prowadząc średnie drużyny, gdzie nie ma wielkiej presji czuje się jak ryba w wodzie, natomiast nie wydaje mi się, żeby już dostał kiedyś szansę prowadzenia wielkiego klubu po tym jak sparzył się i to mocno w Liverpoolu parząc przy okazji kibiców tej drużyny, których stosunek do Hodgsona gdy odchodził z klubu był podobny do tego jaki jest teraz stosunek kibiców Blackburn do Steva Keana. Znów swoich kibiców zawiodło natomiast Newcastle, które przegrywając z The Baggies nie odniosło zwycięstwa już od 5 spotkań. Kibice Srok powinni się teraz cieszyć z tego, że drużyna w początkowych miesiącach ligi zebrała tyle punktów, że teraz nie musi się martwić póki co o ligowy byt, bo wydaje się, że piłkarzom ze Sports Direct Arena zabraknie już sił i argumentów by gonić czołówkę. W świetnej dyspozycji pozostaje nadal jednak Demba Ba, który strzelił obie bramki dla Newcastle w meczu z WBA. Sunderland odniósł natomiast drugie zwycięstwo pod wodzą Martina O'Neilla i znowu podobnie jak w meczu z Blackburn nie obyło się bez wysokich emocji. Czarne Koty po golach Sessegnona i Bendtnera prowadziły 2:0 na Loftus Road. Jednak w ciągu czterech minut dzięki trafieniom Helgusona i Mackiego Rangersi doprowadzili do remisu. Trzy punkty gościom dał jednak w 89 minucie Wes Brown. Everton odniósł pewne zwycięstwo nad Swansea 1:0 po trafieniu głową Leona Osmana. Przyjezdni stanowili dla dobrze grających gospodarzy tylko tło i podopieczni Davida Moyesa mogli strzelić jeszcze więcej goli. Teraz czeka ich mecz z Sunderlandem na Stadium of Light.
W hicie kolejki zmierzyły się ekipy Tottenhamu i Chelsea. Spotkanie zapowiadało się bardzo ciekawie, bo obie drużyny były ostatnio w dobrej formie i obie miały o co w tym meczu walczyć. Spotkanie lepiej zaczęli gospodarze czyli Tottenham, który już w 8 minucie objął prowadzenie za sprawą Emmanuela Adebayora. Po stracie gola Chelsea jednak nie załamała się i szybko doprowadziła do wyrównania za sprawą Daniela Sturridge'a. Chelsea miała jeszcze przed przerwą dobrą okazję do objęcia prowadzenia, jednak piłka po strzale pozostającego mimo upływu lat w niezłej formie Didiera Drogby zatrzymała się na słupku. Druga połowa była o wiele bardziej wyrównana od pierwszej, ale też szybsza. Gra przenosiła się od jednej bramki do drugiej i bramka paść mogła w każdej chwili. Zresztą padły dwa gole, po jednym dla każdej ze stron, ale zarówno trafienie Adebayora, jak i Maty zostały nieuznane z powodu przewinień, których dopatrzył się sędzia. Zastrzeżenia można mieć do bramki Togijczyka, która, zdaje się, została zdobyta prawidłowo. Do niesamowitego zdarzenia doszło natomiast w końcówce, gdy po ładnej akcji Tottenhamu piłka po strzale Adebayora niechybnie wylądowała by w siatce gdyby nie ofiarna interwencja plecami bardzo dobrze grającego w czwartkowy wieczór Johna Terry'ego. Mecz ostatecznie zakończył się podziałem punktów, który jednak najbardziej ucieszył rywali obu klubów w walce o mistrzostwo i Ligę Mistrzów. Spotkanie toczyło się jednak w bardzo dobrym, szybkim tempie i naprawdę było na co popatrzeć. W końcówce w zespole Andre Villasa-Boasa pojawił się Fernando Torres, który jednak znowu nie pokazał niczego wielkiego. Ostatnio Hiszpan zaczął narzekać na to, że nie gra w pierwszej jedenastce mówiąc, że zasługuje na to, że jest mistrzem świata i Europy i takie tam bezsensowne gadanie. Według mnie Hiszpan strasznie się pogubił i musi zacząć strzelać bramki, bo dopóki nie będzie tego robił dopóty będzie tylko siedział na ławce i nie powinien mieć do AVB żadnych pretensji. A może niezadowolony wielki mistrz świata i Europy w zimie opuści Stamford Bridge? Zainteresowanie nim wykazują Milan i Malaga. A co do narzekań Torresa to rozumiem, że w Atletico i Liverpoolu był przyzwyczajony do statusu gwiazdy, ale tam był idolem i strzelał gole seriami natomiast jak dotąd w barwach The Blues w 25 meczach ligowych zdobył zaledwie 3 bramki.
Za nami 17 kolejka Premier League, ostatnia przed świętami. I właśnie z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałem moim czytelnikom złożyć wesołych, zdrowych i spokojnych Świąt oraz wielu zwycięstw Waszych ulubionych drużyn. Natomiast w Święta nie przestaje grać Premiership, bo w Boxing Day czyli drugi dzień Świąt czeka nas wiele ciekawych, emocjonujących spotkań.

Wyniki:
Wolves 2-2 Norwich(Ebanks-Blake 37', Zubar 82' - Surman 12', Jackson 76')
Blackburn 1-2 Bolton(Yakubu 67' - M. Davies 5', Reo-Coker 30')
Aston Villa 1-2 Arsenal(Albrighton 54' - Van Persie 17'(k.), Benayoun 87')
Man City 3-0 Stoke(Aguero 29', 54', Johnson 36')
Newcastle 2-3 WBA(Ba 34', 81' - Odemwingie 20', McAuley 44', Scharner 85')
Wigan 0-0 Liverpool
QPR 2-3 Sunderland(Helguson 63', Mackie 67' - Bendtner 19', Sessegnon 53', Brown 89')
Everton 1-0 Swansea(Osman 60')
Fulham 0-5 Man Utd(Welbeck 5', Nani 28', Giggs 43', Rooney 88', Berbatov 90')
Tottenham 1-1 Chelsea(Adebayor 8' - Sturridge 23')

Strzelcy:
16 bramek - Robin Van Persie(+1)(Arsenal)
13 bramek - Sergio Aguero(+2)(Man City), Demba Ba(+2)(Newcastle), Wayne Rooney(+1)(Man United)
10 bramek - Edin Dzeko(Man City), Yakubu(+1)(Blackburn)
9 bramek - Emmanuel Adebayor(+1)(Tottenham), Daniel Sturridge(+1)(Chelsea)
8 bramek - Mario Balotelli(Man City)

 




Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj aktualność

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik




Wybrany artykuł nie został jeszcze skomentowany.


Reklama