Angielski Przerywnik
Za nami już 16 kolejka Premier League. Była to pierwsza seria spotkań z okresu świątecznego-sylwestrowego, w którym piłkarze angielskiej ekstraklasy rozegrają 4 spotkania w ciągu 11-13 dni. Często właśnie wtedy rozstrzygają się losy tytułu, a drużyna, która wchodzi w Nowy Rok na czele tabeli w maju zazwyczaj świętuje mistrzostwo. W tej kolejce czekał nas hit Manchester City-Arsenal, oraz kilka innych ciekawych spotkań. Swoją drogą fajnie, że doczekaliśmy się Polaka w takim hitowym spotkaniu. Co prawda Wojciech Szczęsny to bramkarz, więc goli nie strzela, ale sam fakt, że po Robinie Van Persiem jest chyba w tym sezonie największą gwiazdą Kanonierów mówi samo za siebie. A jak poradził sobie w starciu z The Citizens?
Wycieczkę po Anglii zaczynamy jednak od spotkań sobotnich, a wtedy najciekawiej zapowiadało się starcie opromienionej po zwycięstwie nad Manchesterem City - Chelsea nad Wigan na DW Stadium, które także tydzień wcześniej wygrało na wyjeździe z West Brom 2:1. Do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis mimo że goście mieli wiele dogodnych okazji do strzelenia gola. Jednak już na początku drugiej odsłony gry Daniel Sturridge strzelił swojego ósmego gola w tym sezonie i wyprowadził Chelsea na prowadzenie. Piłkarze Wigan nie zamierzali się jednak poddawać i w 88 minucie po zamieszaniu w polu karnym wicemistrzów Anglii piłkę do siatki wpakował Jordi Gomez, a na stadionie zapanowała euforia. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie i na pewno więcej powodów do zadowolenia po tym spotkaniu będzie miała ekipa Roberto Martineza. Chelsea po tym remisie natomiast spadła w tabeli z trzeciego na czwarte miejsce a już w czwartek czeka ich arcytrudny pojedynek w derby Londynu na White Hart Lane z Tottenhamem.
Po czwartkowej traumie związanej z odpadnięciem z Ligi Europejskiej piłkarze Fulham chcieli poprawić sobie humory meczem z ostatnim w tabeli Boltonem. Sensacyjny remis z Odense, który dał tym samym cudowny awans drużynie Wisły Kraków został odebrany w Anglii jako coś niesamowitego, a drużyna Fulham stała się dla niektórych powodem do kpin, bo jak można nie utrzymać dwubramkowego prowadzenia grając u siebie z przeciętną duńską ekipą? Odpowiedź na to pytanie zna tylko menedżer Fulham Martin Jol oraz jego piłkarze, którzy jednak w sobotę zaprezentowali się bardzo przyzwoicie i nie dali szans drużynie Boltonu pewnie wygrywając 2:0. The Cottagers do zwycięstwa doprowadzili strzelcy bramek Clint Dempsey oraz Bryan Ruiz. Szczególnie gol Kostarykańczyka był szczególnej urody i wydaje się, że jest on takim przebłyskiem polotu i finezji w topornej drużynie drwali z Londynu. Po tym meczu Bolton natomiast nadal tkwi na ostatnim miejscu w tabeli i jest nadal jedyną drużyną w lidze, która ma jeszcze jednocyfrową liczbę punktów(9). Była to już piąta porażka z rzędu podopiecznych Owena Coyle'a, którzy z najgorszą defensywą w lidze(38 straconych bramek) dryfują do Championship. Po Nowym Roku drużyna szybko musi się wziąść w garść bo w przeciwnym razie może naprawdę wylądować w drugiej lidze, w której ostatni raz Kłusaki występowały w sezonie 2000/01. Swoją drogą polscy właściciele powinni się uczyć od Eddiego Daviesa, który mimo tak słabej postawy jego drużyny nie zwolnił jeszcze Coyle'a. Kibice też nie są jakoś wrogo nastawieni do byłego trenera m.in. Burnley. Być może pamiętają, że gdy w sezonie 09/10 przejął drużynę po Garym Megsonie uratował ją w cudowny sposób przed spadkiem, a zeszły sezon dla Boltonu też był całkiem udany(m.in. półfinał Pucharu Anglii). Jednak Coyle musi pamiętać, że cierpliwość kiedyś musi się wyczerpać i musi jak najszybciej zacząć wygrywać, najlepiej już we wtorek z Blackburn. To mecz z gatunku tych o sześć punktów. Przedostatni gra z ostatnim, kto wygra zapewni sobie spokojniejsze Święta, a porażka to jeszcze głębsze pogrążenie w maraźmie. Naprawdę mecz na Ewood Park zapowiada się bardzo ciekawie i będzie co oglądać, gdyż piłkarze z pewnością dadzą siebie wszystko.
Kolejne rozczarowanie przeżyli w ten weekend właśnie kibice Blackburn. Ich drużyna po raz kolejny przegrała tym razem u siebie z West Bromem 1:2. Cierpliwość do Steva Keana dawno się wyczerpała przynajmniej wśród kibiców, którzy mimo tego, że obiecali nie domagać się zwolnienia szkockiego menedżera, to po trafieniu na 1:0 Jamesa Morrisona nie wytrzymali i wywiesili transparenty nawołujące do zwolnienia byłego asystenta Sama Allardyce'a. Wszystko pewnie rozstrzygnie się właśnie we wtorek, gdy Blackburn zagra u siebie z Boltonem.
Zwycięstwo odniosło natomiast Stoke, które pokonało na wyjeździe znajdujące się tuż nad strefą spadkową Wolves 2:1. Remisy zanotowały Newcastle ze Swansea 0:0 oraz Everton z Norwich 1:1. Ważne uwagi ciekawostki z tych spotkań to to, że w klasyfikacji Złotych Rękawic, czyli bramkarzy, mających najwięcej czystych kont to wcale nie Szczęsny, Cech czy Reina a holenderski golkiper Swansea - Michel Vorm, który po raz kolejny uratował Walijczyków przed porażką, zachowując czyste konto po raz ósmy w tym sezonie, natomiast Norwich po raz drugi wywiozło z Liverpoolu remis i znów w stosunku 1:1, lecz o ile po meczu na Anfield Kanarki mogły być bardzo zadowolone to z kolei po spotkaniu na Goodison Park to mają prawo być zawiedzeni, gdyż przez większą część meczu prowadzili po trafieniu Granta Holta, to jednak nie udało im się dowieźć prowadzenia do końca meczu. The Toffees wyrównali po bramce Leona Osmana.
W niedzielę odbyły się natomiast cztery spotkania i w każdym z nich grała drużyna z czołówki. Ci, którzy liczyli na ciekawe spotkanie na Loftus Road w meczu QPR z Manchesterem United przeliczyli się, gdyż już w 52 sekundzie wynik otworzył uderzeniem głową Wayne Rooney, Manchester przejął kontrolę nad spotkaniem, QPR nie było w stanie nic zrobić, a w drugiej połowie podopiecznych Neila Warnocka dobił Michael Carrick, który zdobył bramkę po wspaniałym rajdzie, który zaczął jeszcze na własnej połowie. Drugie zwycięstwo z rzędu odniósł także Liverpool, który pokonał Aston Villę 2:0. Mecz także nie należał do ciekawych, gdyż już po kwandransie po trafieniach Bellamy'ego i Skrtela było pozamiatane. Później to raczej Liverpool był bliżej strzelenia trzeciej bramki niż Aston Villa kontaktowej. Luis Suarez znow miał w tym meczu pecha, gdyż trafił w słupek oraz poprzeczkę. Teraz The Reds czeka mecz w Wigan, a drużyna po tym spotkaniu zajmuje szóstą pozycję w tabeli. Kolejne zwycięstwo u siebie w tym sezonie odniósł też Tottenham, który nie bez kłopotów pokonał Sunderland, u którego po zmianie menedżera wyraźnie widać poprawę gry. Bramkę dającą trzy punkty Kogutom zdobył Roman Pawluczenko. Dzięki temu zwycięstwu drużyna Harry'ego Redknappa awansowała na trzecie miejsce w tabeli spychając z podium Chelsea.
Najciekawiej w tej serii spotkań zapowiadało się natomiast mecz Manchesteru City z Arsenalem na Etihad Stadium. Po porażce drużyny Roberto Manciniego na Stamford Bridge okazało się, że The Citizens są jednak do pokonania i ich zwycięstwo nie wydawało się takie oczywiste. Tym bardziej, że w niezłej formie wydawał się być też Arsenal. Ciekawostką było też to, że po zwycięstwie nad QPR przed tym meczem liderem był Manchester United i City musieli to spotkanie wygrać aby znów rozsiąść się w fotelu lidera. Natomiast dla Arsenalu porażka mogłaby oznaczać ostateczny koniec walki Kanonierów o mistrzostwo Anglii. Mecz, więc zapowiadał się bardzo ciekawie i do takich nalezał. Po emocjonującej lecz bezbramkowej pierwszej połowie, w 53 minucie po zamieszaniu podbramkowym piłkę do siatki skierował David Silva. Arsenal próbował doprowadzić do wyrównania, jednak dzięki dobrym interwencjom Joe Harta, Manchester City zachował w tym meczu czyste konto pierwszy raz od ośmiu spotkań. Drużyna Manciniego pokazała w tym meczu, że potrafi się też podnosić z niepowodzeń i mimo tego, że zawiodła w Europie, wydaje się, że jest na dobrej drodze do wielu trofeów w Anglii, gdyż oprócz prowadzenia w lidze, The Citizens są też w półfinale Pucharu Ligi, gdzie zmierzą się z Liverpoolem. Po meczu natomiast ostatecznie białą flagę wywiesił Arsene Wenger, który stwierdził, że jego drużyna nie ma już szans na mistrzostwo Anglii i jedyne co im pozostało to walka o Champions League oraz Puchar Anglii. Arsenal nie zagrał na Etihad Stadium źle, stworzył wraz z City ciekawe, porywające widowisko, jednak zabrakło Kanonierom może trochę szczęścia, może też umiejętności. Po beznadziejnym początku sezonu The Gunners wyszli na prostą, jednak ten słaby początek będzie im się odbijał czkawką przez cały sezon i drużyna musi się skupić na walce o 4 miejsce i awans do Ligi Mistrzów. Teraz Arsenal czeka mecz na wyjeździe z Aston Villą.
Za nami kilka wspaniałych emocji oraz zagrań. Teraz czekają nas Święta oraz Sylwester z Premier League. Jednak jeszcze przed Boxing Day, już w tym tygodniu czeka nas 17 seria spotkań, w której czeka nas mecz o 6 punktów na dole Blackburn - Bolton oraz derby Londynu Tottenham - Chelsea. Będzie co oglądać.
Wyniki:
Everton 1-1 Norwich(Osman 81' - Holt 28')
Fulham 2-0 Bolton(Dempsey 32', Bryan 34')
Blackburn 1-2 West Brom(Dann 72' - Morrison 52', Odemwingie 89')
Newcastle 0-0 Swansea
Wolves 1-2 Stoke(Hunt 17'(k.) - Doyle 58'(sam.), Crouch 70')
Wigan 1-1 Chelsea(Gomez 88' - Sturridge 59')
QPR 0-2 Man Utd(Rooney 1', Carrick 56')
Aston Villa 0-2 Liverpool(Bellamy 11', Skrtel 15')
Tottenham 1-0 Sunderland(Pawluczenko 61')
Man City 1-0 Arsenal(Silva 53')
Strzelcy:
15 bramek - Robin Van Persie(Arsenal)
12 bramek - Wayne Rooney(+1)(Man Utd)
11 bramek - Sergio Aguero(Man City), Demba Ba(Newcastle)
10 bramek - Edin Dzeko(Man City)
9 bramek - Yakubu(Blackburn)
8 bramek - Daniel Sturridge(+1)(Chelsea), Mario Balotelli(Man City), Emmanuel Adebayor(Tottenham)
- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:
- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
stabilność działania Serwisu
- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik
Wybrany artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Reklama










