mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

Aktualności

« Powrót do strony głównej

Data dodania: 2011-12-14 10:24:28
Autor: Wojciech Piela

Angielski przerywnik

15 kolejka Premier League to już historia. Ten weekend zapowiadał się naprawdę bardzo ciekawie. O uratowanie twarzy grały dwie ekipy z Manchesteru, które jeszcze i tak długo będą lizać rany po wieczorach w Bazylei a w przypadku MC chyba bardziej Neapolu i Monachium niż w Manchesterze. The Citizens chcieli uniknąć pierwszej porażki w sezonie a czekał ich ciężki sprawdzian z wychodzącą z kryzysu Chelsea – Andre Villasa – Boasa na Stamford Bridge. Ciekawie zapowiadał się też mecz Sunderlandu z Blackburn. W roli menedżera Czarnych Kotów debiutował Martin O’Neill, a o uratowanie posady drużyny z Ewood Park po raz kolejny w tym sezonie grał szkocki menedżer Steve Kean.



Atmosfera na Old Trafford po odpadnięciu z Champions League była w tragicznym stanie. Piłkarze chyba do dziś nie mogą zrozumieć, jak mogli dać sobie strzelić dwie bramki żadnym tam przecież mocarzom czyli FC Basel w najważniejszym dla nich dotychczasowym meczu sezonu? A przecież dwa tygodnie wcześniej gdyby zachowali więcej koncentracji w meczu z Benficą w Teatrze Marzeń i wygrali to spotkanie zamiast zremisować 2:2 już wtedy zapewnili by sobie awans, a do Bazylei jechali by tylko na wycieczkę krajoznawczą. Natomiast w Szwajcarii święto. Pierwszy raz w historii rozgrywek Champions League mistrz tego alpejskiego kraju wyszedł z grupy. Wydaje się, że to nie jest już w tym sezonie przypadek. Drużyna jest konsekwentnie od lat budowana z głową, czego dowodem jest odkrycie takiej gwiazdy młodego pokolenia jak chociażby Xherdan Shaqiri czy sprowadzenie do ataku pary Alexander Frei – Marco Streller. To dzięki tej trójce i jeszcze innemu Freiowi – Fabianowi Czerwone Diabły w starciu ze Szwajcarami ugrali tylko punkcik z trudem wywalczony na Old Trafford po remisie 3:3. Streller i Shaqiri załatwili piłkarzy Fergusona w Bazylei, natomiast Frei i Frei właśnie w Teatrze Marzeń. Jednak któż mógłby się spodziewać, że Basel wyjdzie z grupy kosztem mistrzów Anglii?! To pierwszy przypadek od sezonu 1995/96, żeby zwycięzca Premier League nie wyszedł z grupy Ligi Mistrzów. To właśnie wtedy słynne boje z właśnie ówczesnym czempionem Anglii – Blackburn Rovers toczyła warszawska Legia, która jak wszystkim wiadomo jest jedynym polskim zespołem w historii Champions League, który wyszedł z grupy tych elitarnych rozgrywek. Wtedy Polacy wyszli właśnie kosztem mistrzów Anglii teraz zrobili to Szwajcarzy. Podobne historie, nieprawdaż? Tak czy owak, Czerwonym Diabłom pozostaje gra w Lidze Europejskiej i walka w krajowych rozgrywkach. Manchester w sobotę chciał zmazać część tej wielkiej plamy z Bazylei i udało mu się to, bo drużyna Sir Aleksa Fergusona efektownie pokonała Wolves 4:1. Po dwie bramki zdobyli zawodzący w ostatnich tygodniach Portugalczyk Nani i Wayne Rooney, któremu zmniejszono zawieszenie na EURO 2012 z trzech na dwa spotkania, co oznacza, że będzie mógł zagrać jeszcze w fazie grupowej polsko-ukraińskiego turnieju. Smutna informacja jest natomiast taka, że zawiesić karierę na czas nieokreślony musiał pomocnik Manchesteru Darren Fletcher, u którego wykryto chroniczny stan zapalny jelit. Szkot nigdy wybitnym piłkarzem nie był, ale już od wielu lat występował na Old Trafford, od czasu do czasu popisywał się naprawdę pięknymi golami jak chociażby w spotkaniu z Manchesterem City(1:6) i z pewnością ta informacja zasmuciła wszystkich kibiców Manchesteru United. A wracając jeszcze do przymusowej gry United w LE. Według mnie fajnie byłoby gdyby na mistrzów Anglii trafiła Legia Warszawa. Sukcesu Legionistom absolutnie bym wtedy nie wróżył, ale myślę, że Czerwone Diabły nawet grając trzecim składem to nadal mocny zespół, który zapełniłby piękny stadion na Łazienkowskiej, a siłą rzeczy spowodowało by to wspaniały doping Żylety i wspaniałe widowisko. A poza tym nie zabierajmy szans drużynie Macieja Skorży, a gdyby znów sprawili sensację i tak jak 15 lat temu pokonali mistrzów Anglii? Pomarzyć zawsze można…


Drugą porażkę z rzędu poniosło Newcastle. Tym razem pogromcą podopiecznych Alana Pardew okazało się Norwich, które wygrało ze Srokami na Carrow Road 4:2. Wydaje się, że po dobrym początku sezonu już niewiele zostało w drużynie z St. James Park. A mówiąc niewiele mam na myśli napastnika Dembę Be, który zdobył w Norwich obie bramki i nadal jest w czołówce strzelców Premier League a także bramkarza Tima Krula, który w tym sezonie naprawdę cały czas imponuje formą i ma lepsze statystyki obronionych strzałów niż tacy fachowcy jak Petr Cech czy Pepe Reina a o średnio się spisującym Davidzie De Gei już nie wspominając. Jednak reszta drużyny Pardew nie gra już tak jak na początku, drużynę zmogły też urazy Ryana Taylora czy Sylvaina Marveaux. Bez nich Newcastle nie gra już tak dobrze jak na początku rozgrywek. Natomiast Kanarki po tym jak dostały solidne baty na Etihad Stadium od Manchesteru City w zeszłym tygodniu(1:5) odniosły drugie z rzędu zwycięstwo na własnym boisku i awansowały na dziesiątą pozycję w tabeli.


Wygrał także Liverpool. Podopieczni Kennego Dalglisha po czterech kolejnych remisach z rzędu na Anfield w końcu wygrali na własnym stadionie pokonując QPR 1:0 po bramce Luisa Suareza. Wynik powinien być o wiele wyższy jednak The Reds zmarnowali kilka świetnych okazji. Całe szczęście, że trafił Suarez, bo spotkanie bardzo przypominało poprzednie mecze Liverpoolu z beniaminkami na Anfield czyli z Norwich i Swansea. Przygniatająca przewaga The Reds, a spotkania kończyły się remisami. Tym razem jednak Liverpool wygrał i nadrobił troszeczkę strat do czołówki po tym jak poniósł porażkę z Fulham. Teraz podopiecznych Dalglisha czeka ciężki wyjazd do Birmingham na mecz z Aston Villą.


Wyjątkowo było natomiast na Emirates Stadium. W 125 urodziny klubu Arsenal mierzył się z Evertonem. Na mecz zjechała się cała plejada legend Kanonierów takich jak Thierry Henry czy Ian Wright. Obaj legendarni napastnicy Arsenalu podziwiali wyczyn ich następcy Robina Van Persiego. Holender kapitalną bramką zapewnił skromne zwycięstwo nad The Toffees i awans na czwarte miejsce w tabeli. Sam Van Persie 15 bramką w rozgrywkach umocnił się na pozycji króla strzelców.
W innych sobotnich meczach Aston Villa wygrała na wyjeździe z Boltonem i tym samym odniosła pierwsze zwycięstwo od czterech kolejek. Bramki dla gości strzelili Marc Albrighton oraz Stilyan Petrov. Zwycięstwa odniosły także Wigan oraz Swansea. Ciekawy przebieg miał szczególnie mecz na Liberty Stadium gdzie w starciu z Łabędziami poległo opromienione zwycięstwem nad Liverpoolem Fulham. W 56 minucie wynik spotkania otworzył Scott Sinclair jednak podopieczni Martina Jola nie zamierzali się poddawać. Atakowali coraz groźniej, aż jedna z ich akcji przyniosła rzut karny. Do piłki podszedł Clint Dempsey jednak Amerykanin nie wykorzystał jedenastki. Już w doliczonym czasie gry gości dobił natomiast Danny Graham.
Dużo działo się też w niedzielę. Na Stadium of Light grały Sunderland z Blackburn. Tak jak napisałem we wstępie mecz ten był ciekawy zwłaszcza ze względu na menedżerów. Na przeciwko wracającego do Premier League O’Neilla stanął Kean, którego słabych notowań u właścicieli im kibiców nie poprawiło nawet efektowne zwycięstwo nad Swansea w zeszły weekend. Spotkanie lepiej rozpoczęli goście, którzy prowadzili do przerwy po trafieniu Simona Vukcevicia. Po przerwie długo drużynę z Ewood Park wspaniałymi interwencjami musiał ratować Paul Robinson jednak w 84 minucie przy znakomitym uderzeniu Davida Vaughana nie miał nic do powiedzenia. Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się podziałem punktów 40 tysięcy widzów na stadionie obejrzało trafienie z rzutu wolnego Seba Larssona, które wywołało szał radości wśród kibiców oraz menedżera O’Neilla i zapewniło Sunderlandowi 3 punkty. Tak więc debiut byłego menedżera m.in. Aston Villi ciut nerwowy myślę dla niego, ale koniec końców zwycięski. Martwić musi się Kean. Teraz cierpliwość właścicieli może się już skończyć. Bo kibiców skończyła się już dawno.


Do niespodzianki doszło natomiast w innym niedzielnym spotkaniu. Pierwszą ligową porażkę od sierpnia poniósł Tottenham. Drużynę Harrego Redknappa pokonało Stoke 2:1 po dwóch bramkach Matthew Etheringtona. Gospodarze na Brittania Stadium obie bramki strzelili jeszcze przed przerwą, bo druga połowa meczu to już całkowita dominacja Kogutów i pełno kontrowersyjnych decyzji sędziego, który co prawda karnego dla Tottenhamu podyktował(wykorzystał go Adebayor), ale na wapno powinien wskazać jeszcze co najmniej raz. Dwóch prawidłowych bramek dla gości arbiter też nie uznał. Tak czy owak, Tottenham przegrał i zamiast gonić czołówkę musi patrzeć się za siebie na nadciągające londyńskie ekipy Chelsea i Arsenalu. Stoke natomiast awansowało na ósmą pozycję i do szóstego Newcastle traci już tylko pięć oczek.


W poniedziałek na Stamford Bridge odbył się natomiast prawdziwy hit 15. kolejki Premier League. Manchester City, który teraz ma podobny problem co ich rywale zza miedzy mianowicie brak awansu z grupy LM mierzył siły z drużyną, która akurat w ostatniej kolejce potrafiła to uczynić wygrywając 3:0 z Valencią czyli z Chelsea. Roberto Mancini po porażce w Lidze Mistrzów wcale się jednak nie załamał. Stwierdził, że jego drużyna wcale nie odpuści rozgrywek o Ligę Europy i będzie chciała je wygrać i wcale Włoch nie zamierza wystawiać w tych rozgrywkach drugiego czy trzeciego składu. Ferguson takiego zapewnienia nie dał, więc na serio możemy się spodziewać, że na wiosnę w LE barwy Czerwonych Diabłów będą przywdziewać tacy zawodnicy jak Fryers, Robinson czy Pogba. Wracając jednak do hitu przed meczem menedżer gospodarzy Andre Villas - Boas wiedział, że jeśli jego drużyna na serio myśli o wywalczeniu mistrzostwa Anglii musi ten mecz wygrać. Liczył przede wszystkim na skuteczność Didiera Drogby oraz polot Daniela Sturridge’a, który zapewniły The Blues zwycięstwa zarówno z Valencią, jak i z Newcastle. AVB po raz kolejny pominął natomiast w ustalaniu składu Franka Lamparda i Fernando Torresa. Mecz zaczął się dla portugalskiego menedżera i jego zespołu najgorzej jak mógł bowiem już w drugiej minucie The Citizens objęli prowadzenie po bramce Mario Balotellego. Było to ósme trafienie Włocha w tym sezonie. Jednak z czasem to The Blues zaczęli wyprowadzać ciekawe akcje i jeszcze przed przerwą doprowadzili do wyrównania a uczynił to Raul Meireles po wspaniałej oskrzydlającej akcji Sturridge’a. Był to pierwszy ligowy gol Portugalczyka w tym sezonie. Na początku drugiej części gry miała natomiast miejsce sytuacja, która była kluczową w całym spotkaniu. Z boiska za drugą żółtą kartkę wyleciał Gael Clichy i stało się jasne, że teraz liderom Premier League jedyne na czym będzie zależeć to na remisie i uniknięciu pierwszej porażki w sezonie. Jednak niestety los bywa okrutny, gdyż w 83 minucie za zagranie ręką w polu karnym Joleona Lescotta, arbiter wskazał na wapno. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się nie kto inny jak Frank Lampard, który na boisko wszedł zastępując strzelca pierwszej bramki Meirelesa i to Chelsea zgarnęła w poniedziałkowy wieczór pełną pulę, a Lampard udowodnił Villasowi – Boasowi, że zasługuje na grę w podstawowym składzie. Natomiast dla The Citizens mogą teraz nastać ciężkie czasy, gdyż w najbliższej kolejce czeka ich mecz z innym londyńskim zespołem – Arsenalem. A za plecami coraz bliżej MU, które w tej kolejce zniwelowało stratę z pięciu do dwóch oczek. Chelsea natomiast traci do City już tylko siedem punktów, awansowała na trzecie miejsce w tabeli i wydaje się, że wrócili do walki o tytuł.

Wyniki:
Bolton 1-2 Aston Villa(Klasnić 55’ – Albrighton 33’ , Petrov 39’)
Norwich 4-2 Newcastle(Hoolahan 39’, Holt 59’, 82’, Morison 63’ – Ba 45’, 71’)
Liverpool 1-0 QPR(Suarez 47’)
WBA 1-2 Wigan(Reid 33’ – Moses 37’, Gomez 57’(k.))
Arsenal 1-0 Everton(Van Persie 70’)
Man Utd 4-1 Wolves(Nani 17’, 56’, Rooney 27’, 62’ – Fletcher 47’)
Swansea 2-0 Fulham(Sinclair 56’, Graham 90’)
Sunderland 2-1 Blackburn(Vaughan 84’, Larsson 90’ – Vukcevic 17’)
Stoke 2-1 Tottenham(Etherington 13’, 43’ – Adebayor 62’(k.))
Chelsea 2-1 Man City(Meireles 34’, Lampard 83’(k.) – Balotelli 2’)

Strzelcy:
15 bramek – Robin Van Persie(Arsenal)
11 bramek – Sergio Aguero(Man City), Wayne Rooney(Man Utd), Demba Ba(Newcastle)
10 bramek – Edin Dzeko(Man City)
9 bramek – Yakubu(Blackburn)
8 bramek – Emmanuel Adebayor(Tottenham), Mario Balotelli(Man City)
7 bramek – Ivan Klasnić(Bolton), Daniel Sturridge(Chelsea)

 




Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj aktualność

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik




Wybrany artykuł nie został jeszcze skomentowany.


Reklama