mapa serwisu
kontakt - z pierwszej piłki



sonda
Czy kibicom uda się zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy?

Tak
Nie

Aktualności

« Powrót do strony głównej

Data dodania: 2011-12-08 10:22:27
Autor: Wojciech Piela

Angielski przerywnik

Za nami pełna emocja kolejka angielskiej Premier League. Ciekawie zapowiadał się pojedynek pogrążonej w kryzysie Chelsea, która odpadła z Pucharu Ligi w meczu z Liverpoolem z Newcastle, dla którego był to już trzeci mecz z rzędu z drużyną z czołówki, jednak tym razem Sroki grały na swoim stadionie. Ważył się także los menedżera Blackburn - Steva Keana, którego posada po odpadnięciu z Carling Cup w meczu z Cardiff City przed spotkaniem ze Swansea wisiała na włosku. Tylko zwycięstwo mogło uratować Szkota. Co jeszcze ciekawego wydarzyło się w ten weekend w angielskiej ekstraklasie?

Zaczniemy właśnie od spotkania rozgrywanego na Ewood Park. Przed meczem atmosfera w drużynie Blackburn była mocno napięta. Kibice, którzy juz od dawna mają dość Steva Keana domagali się zwolnienia szkockiego menedżera. Drużyna od początku sezonu zawodzi, zajmując ostatnie miejsce w ligowej tabeli, wygrywając do tej pory tylko jedno spotkanie. Jednak w sobotę gospodarze wygrali w sezonie po raz drugi pokonując Swansea 4:2. Bohaterem meczu został Yakubu, który zdobył wszystkie bramki dla gospodarzy. Po tym spotkaniu Blackburn ostatnie już nie jest, ale ze strefy spadkowej piłkarze uratowanego Keana się nie wydostali. Zajmują 18 miejsce. Gospodarze byli drużyna przeważającą w tym spotkaniu, co potwierdzają 4 zdobyte gole, które były efektem całkiem niezłej gry. Swansea próbowała się ogryzać, podopiecznym Brendana Rodgersa udało się zdobyć dwa gole, ale to było tego dnia za mało na dobrze grające Blackburn.

Natomiast drużyną, która po tej kolejce zajmuje ostatnie miejsce jest Wigan. Drużyna Roberto Martineza po zwycięstwie w zeszłym tygodniu z ekipą Sunderlandu tym razem doznała na własnym stadionie sromotnej porażki z Arsenalem Londyn 4:0. Na początku spotkania znakomitą sytuację dla gospodarzy zmarnował Jordi Gomez i ciekawe jak potoczyłby się ten mecz, gdyby Hiszpan trafił wtedy do siatki. Potem na boisku dominował już tylko Arsenal, czego efektem były bramki Mikela Artety i Thomasa Vermaelena zdobyte w przeciągu dwóch minut. W drugiej połowie dzieła zniszczenia dopełnili Gervinho i Robin Van Persie. Dla Holendra było to już 14 trafienie w obecnych rozgrywkach. Arsenal zdołał się podnieść po zeszłotygodniowej wpadce u siebie w postaci remisu z Fulham.

Pogrążoną w kryzysie Chelsea, w której coraz bliżej utraty posady wydawał się być jej menedżer Andre Villas-Boas czekało spotkanie z rewelacyjnym w tym sezonie Newcastle. Przed meczem media na Wyspach spekulowały o odejściu Portugalczyka i na drugi plan zeszły same przygotowania do starcia z drużyną Alana Pardew. Ten mecz był z pewnością bardzo ciekawy i przyniósł wiele emocji. W pierwszej połowie jeszcze przy stanie 0:0 jedenastki dla The Blues nie wykorzystał Frank Lampard i wydawało się, że gospodarze mogą w tym momencie nabrać pewności siebie. Nic z tych rzeczy. W 38 minucie piłkę głową do siatki skierował Didier Drogba i Chelsea wyszła na prowadzenie. W drugiej odsłonie gry przez długi czas pachniało bramką dla Newcastle, jednak piłkarze Srok byli bardzo nieskuteczni. Z kolei z drugiej strony bardzo dobrze w bramce Newcastle spisywał się Tim Krul, który wielokrotnie musiał ratować swoją drużynę z opresji po groźnych kontrach wicemistrzów Anglii. W 89 minucie było już po meczu, gdy piłkę do siatki skierował Salomon Kalou, a gospodarzy minutę później dobił Daniel Sturridge. Goście odnieśli pewne zwycięstwo i przynajmniej na razie posada Andre Villasa-Boasa chyba nie jest zagrożona. Za tydzień The Blues czeka jednak mecz z niepokonanym dotąd Manchesterem City, a jeszcze przed Bożym Narodzeniem zmierzą się z Tottenhamem. Z pewnością nie będą to łatwe mecze dla Chelsea. Wydaje się, że Roman Abramowicz - właściciel Chelsea nie zwolni Villasa-Boasa, gdyż oznaczało by to jego osobistą porażkę, bo to właśnie on najbardziej obstawał za ściągnięciem byłego trenera FC Porto. Prędzej w drużynie z Londynu możemy się zimą spodziewać odważnych ruchów kadrowych ze strony Rosjanina. Na listę transferową zostali wystawieni Alex i Nicolas Anelka, i z pewnością możemy oczekiwać, że Abramowicz nie będzie żałował pieniędzy na transfery.

Kolejne zwycięstwo już 6 z rzędu odniósł Tottenham, który odbudował się po sensacyjnej porażce z PAOK-iem Saloniki i odpadnięciu z Ligi Europejskiej już w fazie grupowej. Tym razem pokonaną drużyną był Bolton. Spotkanie zakończyło się rezultatem 3:0 jednak obserwatorzy twierdzą, że równie dobrze podopieczni Redknappa mogli w tym meczu wygrać 10:0. Bramki dla gospodarzy strzelali Gareth Bale, Aaron Lennon i Jermain Defoe. Po ostatnich wspaniałych wynikach drużyny z White Hart Lane eksperci poczęli się zastanawiać czy na serio stać ten zespół na wywalczenie mistrzostwa Anglii. Według mnie zdecydowanie tak. Drużyna Redknappa ma ku temu wszystko, a na przeszkodzie stoi tylko równie niesamowity w tym sezonie Manchester City, który w tej kolejce bez najmniejszego wysiłku odprawił z kwitkiem Norwich zwyciężając na własnym boisku 5:1. W ataku Tottenhamu bryluje Emmanuel Adebayor, a w odwodzie są jeszcze przecież Defoe czy Pawluczenko. Bardzo dużo rozwiązań jest też w pomocy, gdzie gwiazdami zespołu jak i całej ligi są tacy zawodnicy jak Modrić, Van Der Vaart czy Bale. W obronie natomiast pewność zapewniają King, Gallas czy Dawson, w bramce niezawodny od początku rozgrywek 40-letni Brad Friedel. Pytanie tylko czy drużyna będzie w stanie przez cały sezon będzie utrzymać tak wysoki poziom? Oby tak, bo naprawdę na grę Kogutów patrzy się z dużą przyjemnością i nie miałbym nic przeciwko gdyby to oni a nie milionerzy z Manchesteru City, za którymi osobiście nie przepadam zostali mistrzami Anglii.

Kolejne zwycięstwo w tym sezonie odniósł także Manchester United, który pokonał Aston Villę 1:0. Pierwszą bramkę w Premier League zdobył Phil Jones, i co prawda Czerwone Diabły znowu nie zachwyciły to wygrały i nadal utrzymują 5 punktów straty do Manchesteru City. Piłkarzom Sir Aleksa Fergusona udało się odkuć po kompromitującej porażce na Old Trafford z Crystal Palace i odpadnięciu z Pucharu Ligi. Manchester nadal jest wiceliderem w tabeli ale to nie jest ta sama drużyna co przed derbami i kompromitującą porażką 1:6. Kibice Czerwonych Diabłów muszą modlić się o dobrą dyspozycję Wayne Rooneya, który w pierwszych pięciu spotkaniach ligowych strzelił 9 goli, jednak od tamtej pory nie może już trafić do siatki. Kontuzji w meczu z Aston Villą doznał Javier Hernandez, który w ostatnich tygodniach był główną postacią ataku United, więc Ferguson ma problem. W ataku jego zespołu brakuje polotu, nie zachwyca już tak jak na początku sezonu Ashley Young. Popisem Anglika był zwłaszcza mecz z Arsenalem, w którym zdobył dwie piękne bramki, ale dzisiaj to już niestety nie ten sam piłkarz i będzie musiał w niedalekiej przyszłości wrócić do dobrej dyspozycji jesli Manchester chce nadal skutecznie gonić rywala zza miedzy.

W sobotę QPR zremisowało także na Loftus Road po ciekawym spotkaniu z WBA 1:1. Gospodarze powinni wygrać to spotkanie, prowadzili po bramce Heidara Helgusona, a mieli jeszcze kilka dogodnych okazji do zdobycia gola, m.in. Shaun Wright-Phillips, który nie potrafił trafić do pustej bramki. Ale jak to w piłce bywa niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, tak też było i tym razem, gdyż w 81 minucie do wyrównania doprowadził Shane Long. W tabeli obie drużyny dzieli zaledwie jeden punkt. QPR jest 12, a West Brom 14.

W niedzielę natomiast Stoke pokonało na wyjeździe Everton, który wygrał dwa poprzednie spotkania. Bramkę dla gości zdobył Robert Huth. Wolverhampton natomiast pokonał 2:1 Sunderland, w którym w tygodniu dokonano pierwszej zmiany menedżera w tym sezonie. Pracę po porażce z Wigan stracił Steve Bruce, a jego następcą został Martin O'Neill, który w meczu z Wolves jeszcze drużyny nie prowadził, a robił to były asystent Bruce'a Eric Black. Jednak efekt nowej miotły nie pomógł Sunderland znów przegrał i w tabeli znajduje się tuż nad kreską. Pytanie czy drużynę ze Stadium of Light odmieni O'Neill, który ostatnio wykonywał całkiem niezłą pracę w Aston Villi, a wcześniej z powodzeniem pracował m.in. w Celticu Glasgow. Już za tydzień pierwszy sprawdzian Szkota z Blackburn przed własną publicznością.

Sensacyjnym wynikiem zakończył się natomiast jedyne poniedziałkowe spotkanie. Będący faworytem Liverpool poległ na Craven Cottage z Fulham. Mecz stał na wysokim poziomie, w pierwszej połowie lepszą okazję do otwarcia wyniku mieli goście jednak piłka po strzale Jordana Hendersona zatrzymała się na słupku, jednak The Cottagers także mogli zdobyć bramkę. W drugiej odsłonie to Liverpool miał inicjatywę jednak czerwona kartka dla Jaya Spearinga ostudziła zapędy The Reds. Kilka okazji stworzyli sobie podopieczni Martina Jola, a w poprzeczkę trafił Clint Dempsey. Jednak Liverpool też się odgryzał a w słupek trafił Stewart Downing. Coraz bliżej było końca spotkania i wydawało się, że mecz może zakończyć się bezbramkowym remisem. Wtedy na strzał z daleka zdecydował się Danny Murphy, niepewnie interweniował Pepe Reina, który ,,wypluł" piłkę przed siebie z czego skrzętnie skorzystał Dempsey. Do końca wynik nie uległ zmianie i sensacja stała się faktem. Po tym meczu Liverpool zajmuje siódmą pozycję i traci już 5 punktów do czwartej Chelsea. Była to trzecia porażka w tym sezonie The Reds i trzecia na wyjeździe. Kenny Dalglish można powiedzieć zaskoczył wyjściowym składem wystawiając Spearinga, a pomijając na przykład bramkostrzelnego w ostatnich tygodniach Maxi Rodrigueza. Szkot był bardzo chwalony za to, że w meczu z Chelsea zdecydował się wystawić Argentyńczyka, a były reprezentant kraju odwdzięczył się dobrą grą i bramką. Do siatki trafił też w meczu Pucharu Ligi również z The Blues. Jednak ku zdziwieniu kibiców Liverpoolu Maxi w meczu z Fulham wrócił na ławkę rezerwowych. Dalglish mógł się tłumaczyć zmęczeniem lub daniem szansy Hendersonowi, który w sumie najgorzej nie zagrał, ale wydaje się, że Argentyńczyk, który w wiosennym meczu tych drużyn na Craven Cottage zakończonym wynikiem 5:2 zdobył 3 bramki byłby lepszym wyborem. Dużo problemów przysporzyła Liverpoolowi też kontuzja Lucasa, który najprawdopodobniej nie zagra już do końca tego sezonu. Zastąpił go Spearing, który zawiódł oczekiwania osłabiając drużynę w drugiej połowie. Kolejne słabe spotkanie zaliczył też coraz częściej krytykowany Andy Carroll. Myślę, że 35 milionów funtów wydane na tego zawodnika to jak na razie pieniądze poprostu wyrzucone w błoto. Można też doszukiwać się błędu sędziego, który nie uznał prawidłowej bramki Suareza przy stanie 0:0, ale myślę, że takie tłumaczenie jest dosyć dziecinne.



Podsumowując AVB uratowany, MC nadal w gazie, Liverpool przegrał, a Arsenal znów wygrał. Jak będzie za tydzień, jak zaprezentuje się Sunderland pod wodzą nowego menedżera, jak z problemami poradzi sobie Chelsea i Liverpool. Czy Blackburn będzie w stanie utrzymać poziom gry z meczu ze Swansea? Na to i wiele innych pytań poznamy odpowiedzi za tydzień.

Wyniki:

Aston Villa 0-1 Man Utd(Jones 20')

Blackburn 4-2 Swansea(Yakubu 20', 45', 57', 82'(k.) - Lita 35', Moore 66')

Man City 5-1 Norwich(Aguero 32', Nasri 51', Y. Toure 68', Balotelli 89', Johnson 90' - Morison 81')

QPR 1-1 WBA(Helguson 20' - Long 81')

Tottenham 3-0 Bolton(Bale 7', Lennon 50', Defoe 60')

Wigan 0-4 Arsenal(Arteta 28', Vermaelen 29', Gervinho 61', Van Persie 78')

Newcastle 0-3 Chelsea(Drogba 38', Kalou 89', Sturridge 90')

Everton 0-1 Stoke(Huth 15')

Wolves 2-1 Sunderland(Fletcher 73', 81' - Richardson 52')

Fulham 1-0 Liverpool(Dempsey 85')



Strzelcy:

14 bramek - Robin Van Persie(+1)(Arsenal)

11 bramek - Sergio Aguero(+1)(Man City)

10 bramek - Edin Dzeko(Man City)

Źródło: własne





Lista komentarzy
Dodaj komentarz
Skomentuj aktualność

Nick *
Treśc komentarza *
* Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

 
Wyciąg z regulaminu:


- Komentarz może zostac usunięty, jeżeli zostanie stwierdzone
  naruszenie przez niego Regulaminu.
- Komentarze nie mogą m.in.:

- zawierać informacji sprzecznych z prawem
- zawierać danych osobowych lub teleadresowych
- zawierać szkodliwej zawartości mogącej wpływać na
  stabilność działania Serwisu

- Odpowiedzialność za swoje Komentarze ponosi każdy Użytkownik




Wybrany artykuł nie został jeszcze skomentowany.


Reklama